Sniper Elite V2

To jest rakieta V2, więc macie jakby ilustrację 1/3 tytułu.

Tak, minęło już parę miesięcy, więc czas na kolejny wpis pisany chyba wyłącznie dla sportu.

Tak sobie pływałem po odmętach jutuba i natknąłem się na gejmpleje z gry Sniper Elite V2. Ba, nawet ją kojarzyłem z pierwszej części, ale pierwsza część jest stara i brzydka, więc się nie liczy. Do czego zmierzam – kiedy zobaczyłem tę cudną kamerę pocisku i rozwalane kości i czaszki, to doszedłem do wniosku, że jestem spragniony krwi i tylko Sniper Elite V2 może to pragnienie zaspokoić.

Zatem po jakimś czasie przysiadłem do rozgrywki i zacząłem samotną przygodę moim jakże bohaterskim bohaterem, którym jest amerykański snajper, działający samotnie w rejonie frontu niemiecko-radzieckiego w Niemczech pod koniec wojny. Czyli zniszczony Berlin, zniszczony Berlin, zniszczony Berlin i… tak, to chyba wszystko.

No dobra, żeby być uczciwym, czasem trafia się misja w jakimś kompleksie czy bazie wojskowej. Ale krajobrazy i tak są jednostajne.

Fabuła gry kręci się wokół (tu niespodzianka!) rakiet V2, a pisząc ogólniej – wokół tych sławetnych niemieckich naukowców, o których bili się Alianci i Związek Radziecki. Ogółem gra polega na tym, że jednych mamy zabić, innych pozyskać, a gdzieś po drodze okazuje się, że musimy ocalić setki tysięcy istnień. Jakżeby inaczej.

Mówiąc wprost – historia gry jest banalna, średnio ciekawa i nie ma w sobie nic z oryginalności. Oprócz tego, jest pełna dziur fabularnych i typowo hollywoodzkiego kiczu. Pytanie jednak, czy kiedykolwiek w drugowojenne strzelanki grało się dla fabuły?

Bo w zasadzie Sniper Elite V2 nie jest niczym więcej niż drugowojenną strzelanką. Jeśli oczekujecie jakiegoś powiewu świeżości po wszystkich medalofhonorach czy kolofdjutich i myśleliście, że SE jest bardziej wymagające czy przynajmniej inne ze względu na swą tematykę – to się zawiedziecie. Sniper Elite w zasadzie niczym się nie różni od wcześniej wymienionych tytułów – mamy ten karabin snajperski, ale i tak zabijamy nim całe dywizje Niemców czy Rosjan, a zresztą i tak mamy do dyspozycji też pistolet maszynowy – dla tradycjonalistów (choć ten przydaje się jedynie na króciutkie dystanse – chociaż tyle realizmu). Poza tym, gra nie ma nic wspólnego z fachem snajpera – skradania jest tu mało, a i tak jest ono trochę bezcelowe, bo przeciwników w większości przypadków nie da się ominąć – zwykle bardziej opłacalne i ciekawsze jest po prostu wyrżnięcie ich co do nogi. Co jakiś czas opłaca się zastawiać jakieś pułapki przy użyciu min i innych ładunków wybuchowych – ale to rzadko. I tak to sobie przemierzamy sobie kolejne mapy, całkowicie samotnie likwidując wrażych żołnierzy na kopy i nieśmiało ziewając, bo kamera pocisku już nam się znudziła.

Skoro już o tym wspomniałem, to napiszę o tej jednej z nielicznych zalet gry, rzeczy, dzięki której w ogóle zapragnąłem sprawdzić Sniper Elite V2. Jest to wspomniana kamera pocisku, czyli coś, co jest znane już z poprzedniej części, ale w tej zostało znacznie ulepszone. Teraz każdy strzał możemy w spokoju podziwiać, obserwując w zwolnionym tempie lecący pocisk, a następnie dokonywane przezeń spustoszenia w ciele wroga wręcz z sadystyczną dokładnością w czymś, co przypomina prześwietlenie rentgenowskie. I tak możemy obserwować druzgotane czaszki i kości oraz niszczone mózgi, płuca, serca, zęby, gałki oczne, wątroby, jelita, nerki czy jądra (sic!). Możemy nawet odstrzelić przeciwnikowi palce u dłoni albo zdetonować granat przypięty do jego pasa. I jakkolwiek dziwnie to nie brzmi – naprawdę ładnie się to prezentuje. Widać, że twórcy nad tym elementem gry bardzo się napracowali. Szkoda, że prawdopodobnie tylko nad tym – cała reszta gry robi wrażenie tła jeno do tych efektów.

Wygląda to z grubsza tak

Poza tym, gra nie prezentuje nic ciekawego i wygląda na to, że nieco zmarnowała swój potencjał. Nie ma tu nawet jakichś epickich pojedynków snajperskich (znaczy, zdarzają się, ale są kpiną – w 99% przypadków to wrogi snajper zauważa nas pierwszy, a my po prostu zgarniamy parę hitów, patrząc, skąd strzela, po czym go uśmiercamy) ani nawet jakichś szczególnie efektownych strzałów. Przeważnie najdalsze cele, do których strzelamy, są oddalone gdzieś o 200 metrów – rzadko zdarza się więcej. Czasem tylko mamy podjarę, jak nam się uda zastrzelić dwóch Szkopów jednym pociskiem.
Reasumując – w Sniper Elite V2 możesz zagrać, ale możesz też nie i nic szczególnego nie stracisz. Ocena jak dla mnie to 6+/10.

Plusy:
– kamera pocisku

– kamera pocisku

– kamera pocisku

Minusy:

– nędzna fabuła

– kiepska SI

– monotonne krajobrazy

– prymitywność

A teraz niespodzianka – macie poniżej gejmplej, który nagrałem z tej gry. Nie mówię jednak w nim nic specjalnie poza tym, co tu napisałem, więc w sumie nie wiem, po co miałbyś go oglądać.

Reklamy