Lol, koleś znowu coś tworzy

Nie żal mi Ciebie, tępy narodzie
Co choćbyś żył o chlebie i wodzie
To cicho jak pies będziesz się czaił
Jak się Cię do tego losu przyzwyczai
Wszak człowiek to elastyczna istota
(Aż nie wiem, czy to korzyść – czy głupota)

Żal mi tylko tej ziemi styranej
Przepojonej ściekiem z krwawej ofiary
Nasze swobody z gardła wyrwane
Wolimy sprzedać za spokoju dary

Nie żal mi Ciebie, głuchy narodzie
Co choćby gnijąc w błocie i smrodzie
Dasz się przekonać, że nie ma co gorzeć
z wściekłości, bo przecież mogło być gorzej
Nowej filozofii przyszła podła era
Lepiej wolność sprzedać niż się z nią użerać

Żal mi tylko tych umysłów zacnych
Żal mi konfederatów, rokoszan
Nie będzie komu docenić ich pracy
Chociaż nierozsądni – nie czcili grosza

Nie żal mi Ciebie, naiwny narodzie
i Twego losu, bo tegoś jest godzien
Cicho jak myszy, nigdy przed szereg
I jeszcze przeprosić, jak walną nas w czerep
Nikt nie ma odwagi przeciąć pępowiny
Zmiany dla szalonych – a my spać wolimy

Żal mi jest tylko pradziadów naszych
Owoc ich pracy syn lekko roztrwonił
I jeszcze mnie los tych, co po nas straszy
Szkody naprawiać będą z bronią przy skroni

 

Proszę mnie nie utożsamiać za bardzo z podmiotem lirycznym. To ma być coś w rodzaju „Requiem rozbiorowego” Kaczmarskiego – celowo gorzkie i dramatyczne, „ostroga dla żywych”. Tyle że gdzie mi tam do Kaczmarskiego…