Książka Metro 2033

Duża przerwa, jak zwykle zresztą, ale jednak nie próżnowałem tak całkowicie w tym czasie. Zacząłem czerpać jakiś użytek z mojego konta na jutubie – teraz, oprócz trollowania w komentarzach, będę zamieszczał tam moje poetyckie tłumaczenia piosenek najróżniejszych.

www.youtube.com/user/Sutek222

Póki co jest tam parę piosenek z My Little Pony (tak, tak – I’m a brony), ale zamierzam tam dodawać najróżniejsze rodzaje muzyki, generalnie wszelką, jaka mi się spodoba i której odczuję potrzebę przetłumaczenia.

Tymczasem jakiś czas temu skończyłem lekturę książki „Metro 2033”. Ma ona już ładnych parę lat, ale stosunkowo niedawno stała się ona całkowicie darmowa i można ją legalnie pobrać w pdf-ie ze strony – no kto by pomyślał – metro2033.pl

(Nie wiem, czy po adresie strony internetowej można dać kropkę, a chciałbym już nowe zdanie, więc zacznę od nowego akapitu.)

Skorzystałem z tej życiowej okazji i pobrałem to dziecko rosyjskiego pisarza Dymitra Głuchowskiego (nie „Dmitry Glukhovsky”, jak próbowała przekonać mnie okładka), o którym przedtem dużo się nasłuchałem, i to przeważnie dobrego, ale ludzie generalnie nie mają gustu, więc podchodziłem do tego utworu z dużym sceptycyzmem.

W zasadzie nie tylko się „nasłuchałem”, ale nawet miałem pośredni kontakt w postaci gry komputerowej o tym samym tytule, która była oparta na książce i którą miałem okazje przejść kiedyś-tam dawno temu – przez co moje jej wspomnienie nieco się zatarło, poza tym, że miała stalkerowy klimat i fajny system rag-doll. Pamiętałem też trochę fabuły, która nie wydała mi się szczególnie zachwycająca – ot, kolejne postapokaliptyczne uniwersum, które w momencie wydania gry było już mocno sztampowe i dość dziecinna w moim ujęciu wizja świata metra, do którego schronili się ocaleli mieszkańcy Moskwy. Pamiętam, jak rozbawili mnie tzw. „faszyści” – otóż dość spora grupa ludzi uznała, że ocaleniem dla dogorywającej ludzkości jest stworzenie w metrze idealnej kopii Trzeciej Rzeszy, w której wojskowi zwracają się do siebie tytułami w stylu „Herr Unteroffizier” i w ogóle lubią do siebie mówić po niemiecku, by podkreślić, że wyznają taką, a nie inną ideologię. W grze było to przedstawione tak groteskowo i dziecinnie, że ciężko było mi potem przyjmować to uniwersum na poważnie.

Z powyższych względów dosyć nieufnie zacząłem lekturę, spodziewałem się raczej dość banalnej i przeciętnej historii. A historia opowiada o świecie jakieś 20 lat po wojnie nuklearnej, w którym jedyni przedstawiciele rodzaju ludzkiego, o których nam wiadomo, żyją w podziemnych tunelach i stacjach moskiewskiego metra, które pełniło wszak także funkcję schronu przeciwatomowego. W tym światku żyje sobie bodaj 20-letni chłopak imieniem Artem (czy Artjom, same Ruskie pewnie nie wiedzą, oni mają jakieś dziwne jazdy z literką Ё), który przypadkowym zrządzeniem losu stał się odpowiedzialny za ocalenie ludzkości, czy może raczej jej nędznego cienia. No, banał troszkę. Ale by wykonać to zadanie, Artem będzie musiał przebyć spory kawał metra, a to już niezła podstawa do długiej opowieści.

Cała fabuła kręci się wokół głównego bohatera – towarzyszymy mu bez przerwy przez całą jego pełną przygód podróż. W jej trakcie poznajemy dość różnorodny, ale zarazem ponury świat tuneli i stacyj, nasz bohater oczywiście parę razy cudem ocaleje z niezłych tarapatów, pozna ludzi mniej lub bardziej dziwnych i będzie przez ten czas prowadził jakieś filozoficzne dywagacje. Brzmi dość głupio, ale jednak muszę przyznać, że w zasadzie głupie nie jest – cała książka jest całkiem ciekawą refleksją na temat człowieka, jego roli w życiu, jego powinnościach i o przeznaczeniu. I nawet ci faszyści nie wydają się już tak dziecinnie absurdalni. Wygląda to ciekawiej niż w grze w każdym razie.

Muszę jednak napisać parę słów o samym świecie. Niestety, książka na samym starcie zgarnia punkty karne, ponieważ powiela absurdalny, plebejski mit, iż skutkiem promieniowania jest to, że zwierzętom wyrastają drugie głowy i stają się one przerażającymi potworami do zabijania. No błagam. Nie chcę się tu zagłębiać w naukowe rozważania, ale ustalmy, że promieniowanie trochę zwiększa szanse na wystąpienie mutacji, a wszelka bardziej zaawansowana mutacja, która wystąpiła u bardziej zaawansowanego organizmu, jest jakoś w 99% przypadków letalna – a szansa na to, że owa mutacja przyniesie jakikolwiek użytek delikwentowi, jest już w ogóle w zasadzie zerowa. Niestety, w Metrze 2033 mamy koncepcję, że w wyniku wojny nuklearnej gołębie zamienią się w krwiożercze pterodaktyle. Jest to tym dziwniejsze, że ponoć autor konsultował się z jakimiś biologami w trakcie pisania książki (jak i z wieloma innymi osobami – Metro 2033 było publikowane na blogu i aktualna wersja jest w zasadzie dziełem kolektywnym).

W ogóle w trakcie czytania książki byłem niezadowolony, że jest w niej strasznie dużo metafizyki. Spodziewałem się jednak bardziej racjonalnego podejścia, a tu kumie, jakowyś demuny chadzajo tu panie złoty, Staszka, bież inu chyżo po ksiundza, coby egzorcyzma łodprawioł. Po przeczytaniu książki jednak mam inne zdanie, gdyż ostatecznie wszystko zostało w miarę sensownie wyjaśnione, bez odwoływania się do duchów przodków poruszających się rurami w tunelach metra. Dlatego szczęśliwie można zaliczyć ten utwór do science-fiction, nie do fantasy.

Ostatecznie historia jest niczego sobie, chociaż mam uwagi co do zakończenia, w którym wystąpił IMHO  mało przekonujący zwrot akcji. Autor się starał, by nie było hollywoodzkiego happy endu, ale jakoś średnio wyszło. To już zresztą ocenicie sami, bo nie będę przecież spojlował.

Summa summarum, jednak Metro 2033 nie okazało się tak słabe, jak sądziłem, że będzie. Nie stanie sie krzywda temu, co ją przeczyta, więc mogę ją z czystym sercem polecić – poza tym, jest za darmo, co nie?

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: