Nie głosuj, na co chcesz! Nie idź na wybory!

Od kilku lat już przy okazji każdych wyborów organizowane są wszelakie kampanie, finansowane zwykle przez takie czy owakie ministerstwa, które zachęcają szanownych obywateli do głosowania. Twój głos się liczy, wybierz swoją przyszłość i tym podobne bzdety. Czasami wymawiane przez jakąś tam aktorkę czy piosenkarkę, bo w końcu to autorytety i na pewno wiedzą, co mówią. A już najbardziej zachęca się do tego ludzi, którzy pełnoletniość osiągnęli maksymalnie parę lat temu. W końcu trzeba ich wszystkich zachęcić do udziału w tej szopce!

Z parę lat temu po Sieci krążył filmik stworzony przez jakichś dziennikarzy czy coś tam w Stanach Zjednoczonych. Nie chce mi się szukać, więc go nie załączę. Otóż przeprowadzali oni zwykłą sondę uliczną – a zadawali pytania z podstaw polityki. Ilu jest senatorów, kto to jest ten pan na zdjęciu itp. Jak można się łatwo domyśleć, wyszła z tego komedia. Odkryto wielce „szokujący” fakt – większość ludzi nie ma zielonego pojęcia o polityce. A charakterystycznym elementem było to, że na końcu każdego pytano, czy będzie głosował – i zwykle taki delikwent, który przed chwilą popisywał się ignorancją, odpowiadał z obruszeniem, że przecież oczywiście, jak mógłby nie głosować, to jego obowiązek. No, tak…

Czas na odrobinę logicznego myślenia. Demokracja to jest taki absurdalny ustrój, gdzie ludziom udało się wmówić, że są wystarczająco kompetentni, by podejmować jakiekolwiek decyzje polityczne. Pilotowanie samolotu powierzamy wykwalifikowanemu pilotowi, kierowanie pociągiem – maszyniście, sprawę w sądzie – prawnikowi, nawet od zwykłego kierowcy autobusu wymagamy przynajmniej prawa jazdy, natomiast gdy rozchodzi się o jedną z najbardziej rozległych, znaczących i kompleksowych dziedzin życia – to wtedy okazuje się, że ukończenie osiemnastu lat w pełni wystarczy do podejmowania w tym zakresie jakiejś decyzji. Przecież to jest skrajny absurd – a jesteśmy tak przyzwyczajeni, że nikt nawet tego nie zauważa.

Oczywiście, ta konkluzja nieuchronnie doprowadza nas do wniosku, że najlepiej władzę powierzyć jedynie grupie fachowców, a być może nawet jednemu monarsze, ale OK, możemy trochę przystopować i założyć, że jakiś tam procent społeczeństwa ma jakieś kompetencje do tego, by mieć cokolwiek do czynienia z polityką. 10%, powiedzmy. I nie, że pozostałe 90% jest kompletnie tępa – to po prostu nie jest ich bajka, tylko w tym ustroju im się wmawia, że powinni znać się na polityce, w końcu to oni „rządzą” tym krajem, i taki biedak, co to w normalnych warunkach unikałby polityki jak ognia (zresztą pewnie słusznie, bo to straszna, amoralna dziedzina), czuje się z tego powodu winny i w końcu idzie na wybory, bo mu Monika Brodka z telewizora powiedziała, że to jego obowiązek.

A wiadomo, czemu tak powiedziała. Po pierwsze – wiadomo, że taką bezkształtną, naiwną masą manipuluje się z łatwością. Wystarczy, że pani z TVN-u powie, co należy, i już mamy jakieś 40% głosów, no nie ukrywajmy, że tak to się z grubsza przedstawia. Im większa więc frekwencja, im więcej zjaranej i zapitej młodzieży licealnej czy świeżo policealnej głosuje („he, no wiadomo, żeby ten, żeby Kaczor nie wygrał, nie? Bo obciach będzie”), tym lepiej dla establiszmentu. Po drugie – im większa frekwencja, tym większa legitymizacja władzy. Społeczeństwo wybrało – społeczeństwo nie ma zbytniego prawa narzekać. Sprawa dla mnie jest więc prosta – im większa frekwencja, tym gorzej dla nas, tym lepiej dla obranej władzy.

Ale powróćmy do tych 10% społeczeństwa, co ma jakiekolwiek pojęcie o polityce. Wiadomo, że każdy sam będzie się osobiście uważał za przedstawiciela tej wąskiej grupy. No to może kilka pytań – co to jest krzywa Laffera? Czym jest konserwatyzm? Czy kojarzysz, kim był Keynes, a kim Friedman? Potrafisz wymienić przynajmniej 4 partie, które obecnie nie są w Sejmie, podając zarazem ich choćby najogólniejszy zarys programowy? Co to jest „Realpolitik”? Jakie znaczenie miało wprowadzenie Traktatu Lizbońskiego?

Jeżeli na większość tych pytań Twoją reakcją było „Eeee?”, masz mój certyfikat, który oficjalnie zwalnia Cię z „obowiązku” głosowania w wyborach. No ale wiadomo, że test jest raczej mało rzetelny i ciężko go zastosować na dużą skalę. IMHO, skoro już się bawimy w demokrację, można by zaostrzyć kryteria posiadania prawa wyborczego. W miarę dobrym warunkiem byłoby wyższe wykształcenie, a moim zdaniem najlepszy byłby cenzus majątkowy. Jak ktoś jest bogaty, to jest to już całkiem solidna przesłanka, by sądzić, że ten ktoś nie jest kompletnym tłumokiem – a sporą część biedoty stanowi menelstwo, którzy by jedynie chcieli, by ktoś wlał im papu do gęby przez lejek.

A więc jeżeli czujesz, że polityka Cię kompletnie nie kręci, nie potrafisz się jasno samookreślić i w sumie to nie wiesz, o co w tym wszystkim biega – nie daj sobie wmówić, że głosowanie to jakiś Twój obowiązek. Zaufaj mi – w dzień wyborów obejrzyj sobie serial, wypij herbatkę, pograj w jakąś fajną grę i oddaj się innym przyjemnościom – tak będzie lepiej dla kraju.

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: