Ateizm i inne religie

Internet jest środowiskiem, w którym niczym mantra często powracają pewne motywy, bawiące mnie mniej lub bardziej. Jednym z nich, wręcz  sztandarowym, są flame war’y na kilka stron na tematy religijne. Są one tym śmieszniejsze, że mają one zawsze taki sam przebieg, a na ich potrzeby różnoracy ludzie nagle idealnie wpisują się w określone schematy – zawsze w takiej „dyskusji” jest „racjonalista, co przejrzał na oczy i ujrzał, że Boga nie ma” i „wierzący, który uznaje swą małość i niewiedzę, a wiara daje mu siłę”. Plus jakieś formy pośrednie.

Oczywiście, nie będę tutaj się rozwodził nad samym problemem dyskusji, bo sam bym się wpisał w ten schemat, a przecież chcę go wyśmiać. Zresztą, zapuszczając się głębiej w tę filozoficzną dżunglę, którą już przemierzały setki ludzi mądrzejszych ode mnie, nic nowego bym nie wymyślił, a najwyżej bym się ośmieszył. Chcę tutaj napisać o ludziach. O tym, jak to w ogóle możliwe, że ten temat nigdy się nie starzeje, choć z pewnością opinie i myśli się bezustannie powtarzają, więc wygląda to trochę na jałową robotę. Osobiście nigdy nie spotkałem z przypadkiem, w którym katolik przekonał do swoich poglądów ateistę czy vice versa. Człowiek automatycznie montuje sobie blokadę, która uniemożliwia bycie przekonanym przez oponenta. Blokadę tę może pokonać tylko on sam lub ktoś, do kogo ten ktoś ma wielki szacunek. Tym bardziej więc ta dyskusja jest bezcelowa – nikt nikogo nie „nawróci”.

Ja osobiście wyznaję pogląd tyleż banalny, co nierozumiany przez wiele osób – że kwestia (nie)wiary powinna zostać ograniczona z osobna do duszy (czy alternatywnie – „świadomości”) każdego z nas, a nie być przedmiotem debaty. Bo przy próbach odpowiedzi na te Największe z Pytań, zapuszczamy się w ścieżki tak ciemne i dalekie, że nie pomoże nam żaden przewodnik – sami musimy je przebyć, gubiąc się i potykając. A jednocześnie uzyskana przez nas odpowiedź nigdy nie wyjdzie poza sferę naszych domysłów – dlatego publiczne obnoszenie się z tym, że poznało się Prawdę (przy czym może być Bóg lub jego brak) uważam za przejaw nigdy nieuzasadnionej pychy, a przez to i zwykłej głupoty.

Tym niemniej, gdy już któraś ze stron jest wyśmiewana, to jest to „gwardia Boga”. Być może są oni łatwiejszą ofiarą ze względu na bardziej metafizyczne i „nieracjonalne” podejście. Albo po prostu są oni w mniejszości. Jednakowoż, pomijając kompletnie kwestię, czy ich zapatrywanie ma sens i jest słuszne, jest to strona, którą osobiście darzę większą „sympatią” z dwóch powodów. Po pierwsze, „krucjatowcy” to rzadkość – bo tacy są z góry uznawani za oszołomów i nikt nie bierze ich na poważnie, ogólnie to obciach. Po drugie, pozostali „wierzący” z natury wykazują się większą pokorą i tolerancją, co już jest dużym plusem, bo o ile człowiek, który jest głupi i nikomu tym nie wadzi w niczym mnie nie rusza, ale nic mnie nie irytuje bardziej od barana, któremu się wydaje, że cokolwiek wie i jest lepszy od innych. Poza tym, w przeciwieństwie od wielu ateistów od „BOGA NIE MA, BO NIE MA NA TO DOWODÓW, ODKRYŁEM AMERYKĘ PANIE I PANOWIE”, chrześcijanie zwykle rozumieją prostą rzecz – że wiara w coś z definicji polega na tym, że na to „coś” nie ma dowodów. A jako że dowodów na przeciwny stan rzeczy nie ma również, więc nie pozostaje nam nic innego niż wiara – wiara, że Bóg jest lub że go nie ma. Problemy ze zrozumieniem tego ma z kolei wielu ateistów, których adorują swoje własne poglądy z tego względu, że są takie „racjonalne”, „sensowne” i „dojrzałe” – i w żadnym wypadku nie uznają tego, że na dobrą sprawę, ich ateizm ma tak samo spekulacyjny charakter jak wiara. Dlatego jedyną rzeczą gorszą od wojującego katolika jest wojujący ateista.

Typowy ateista w trakcie dyskusji o religii

I tu dochodzimy do punktu, w którym odniosę się do tytułu, gdzie nazwałem ateizm „religią”. Ktoś kiedyś rzekł: „Ateizm jest religią tak samo, jak niezbieranie grzybów jest hobby”. Cóż, przyznałbym celność tej analogii, gdyby tylko „niezbieracze” grzybów zakładaliby fora i strony o „niezbieraniu” grzybów, na których by pisali rozległe elaboraty, dlaczego lepiej jest nie zbierać niż zbierać, a we wszelkich dyskusjach prowokacyjnie podkreślają swą wyższość i wyśmiewają tych, co zbierają te nieszczęsne grzyby. Oczywiście, całkowicie zdaje sobie sprawę z tego, że dokonuję teraz dużego uogólnienia. Osobiście jednak rozróżniam ateizm, który oznacza całkowite odrzucenie spraw religijnych i niepoznawalnych i koncentrację na swoim życiu doczesnym (ten „ateizm” jest pokrewny agnostycyzmowi i ja sam taki poniekąd wyznaję) od „wojującego” ateizmu – którego wyznawcy podkreślają, że „Boga na pewno nie ma” i że „świat to wyłącznie matematyka, fizyka, chemia i biologia” (jest to cytat co prawda z pamięci, ale autentyczny) tak zażarcie, że nazywanie tego rodzaju ateizmu „religią” uważam za całkowicie uzasadnione. Bo tak samo jak religia, opiera się na założeniu, które jest czysto spekulacyjne – bo nie istnieją żadne dowody, o czym zresztą świadczy fakt, że wielu wielkich naukowców z dziedzin ścisłych i racjonalnych (do których wojujący ateiści mają w zwyczaju odnosić się niemal bałwochwalczo) w Boga jednak wierzyli – bo byli świadomi faktu, że nasza wiedza nie wystarcza (i kto wie, czy kiedyś wystarczy) do wyjaśnienia świata, czego „wyznawcy” ateizmu zdają się nie uznawać. Bo tak samo jak religia, zażarty ateizm opiera się na wierze – do czego, oczywiście, żaden szanujący się „racjonalista” nigdy nie przyzna. „Ateizmianie” (taki mój neologizm, by odróżnić ich od „normalnych” ateistów, bijcie mi brawa) deklarują odrzucenie wszelkich bogów, ale sami czczą swojego boga przyczyny i racjonalizmu – tak samo bezwarunkowo, jak muzułmanie czczą swojego Allaha. Wszystko ma swoje racjonalne wyjaśnienie, a jak nie ma, to na pewno kiedyś się znajdzie i zresztą jeszcze wam będzie głupio, gdy umrzecie i się przekonacie, że was nie ma, głupi chrześcijanie.

Moją katechezą na dziś będzie więc – po co się kłócić o problemy o niepoznawalnej naturze, na które swoimi poglądami i opiniami nie mamy żadnego wpływu – bo nieważne, ilu chrześcijan i ateistów chodzi po tej Ziemie, Bóg dalej będzie sobie (nie) istniał. Mamy przecież tyle tematów do dyskusji, w których możemy sobie powydrapywać oczy i będzie to miało jakiś sens!

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

3 Responses to Ateizm i inne religie

  1. verg77 says:

    Wydaję mi się, że większość (zaznaczam, że dysponuję tutaj tylko własnymi obserwacjami i odczuciami, które mogą być mniej lub bardziej subiektywne/niepełne) ateistów kłócących się z wierzącymi na forach czy stronach typu Youtube nie tyle stara się przekonać ich o nieistnieniu danego boga, co o tym, że wiara w nie jest czymś pozbawionym sensu – a różnica, choć na pozór subtelna, jest dosyć znacząca.

    Dyskusja nie sprowadza się więc do pytania „czy Bóg istnieje?”, na które przy naszej ograniczonej wiedzy nie da się odpowiedzieć, lecz „czy, przy braku dowodów, wiara w Boga ma w ogóle sens?”. Mówienie, że „bogowie nie istnieją, bo nie ma dowodów na ich istnienie”, to – przynajmniej w niektórych przypadkach – swoisty skrót myślowy od „nic nie wskazuje na istnienie bogów, więc nie powinno się zakładać, że istnieją”. To trochę tak, jakby mówić, że „Księżyc świeci”, mając na myśli, że „Księżyc odbija światło słoneczne” – filozoficzne dyskusje takie jak ta są jednak szczególnie wrażliwe na tego typu „przeinaczenia”, co często prowadzi do beznadziejnych niedomówień i ogólnego bałaganu. Między innymi stąd wypływa stereotyp, że ateizm to „wiara w nieistnienie bogów”, podczas gdy sam w sobie jest to „brak wiary w istnienie bogów”.

    Oczywiście nie zmienia to faktu, że dyskutowanie o tego typu rzeczach w miejscach takich jak Youtube jest raczej daremne i prawdopodobnie nikogo nie przekona. Sama dyskusja nie jest jednak pozbawiona sensu – wszak wiara wpływa na światopogląd danego człowieka, a przez to na decyzje jakie podejmuje; a w sytuacji, gdy większa część ludzkości jest wierząca, wpływ ten przekłada się w znacznym stopniu na całą naszą cywilizację. Nie są to daremne rozważania natury metafizycznej, lecz dyskusja na temat metod, jakimi powinno dochodzić się do prawdy.

    • emes91 says:

      Dyskusja nie sprowadza się więc do pytania „czy Bóg istnieje?”, na które przy naszej ograniczonej wiedzy nie da się odpowiedzieć, lecz „czy, przy braku dowodów, wiara w Boga ma w ogóle sens?”.

      To pytanie jest nieco pleonastyczne. Wiara z definicji jest „przy braku dowodów”. Inaczej byłaby wiedzą, nie wiarą. W istocie zadałeś pytanie – „czy JAKAKOLWIEK wiara ma sens?”. Na to trzeba już sobie odpowiedzieć samemu…

      „nic nie wskazuje na istnienie bogów, więc nie powinno się zakładać, że istnieją”.

      Brzytwa Ockhama, mówiąc prościej. Choć akurat tradycyjna treść tej zasady zawiera klauzulę, że Bóg jest wyjątkiem – po to, by głosicieli tej reguły nie spalono na stosie :).

      Między innymi stąd wypływa stereotyp, że ateizm to „wiara w nieistnienie bogów”, podczas gdy sam w sobie jest to „brak wiary w istnienie bogów”.

      Ja właśnie wprowadziłem rozróżnienie między tymi dwoma „ateizmami”. Do tego drugiego jest mi bardzo blisko ideologiczne, ten pierwszy niewiele się różni od religii. A wierz mi, spotykałem „ateistów” z takim ślepym i wściekłym fanatyzmem, którego pozazdrościłby mu niejeden krzyżowiec.

      • verg77 says:

        Wiara może opierać się na niepełnych dowodach, np. ktoś mógłby wierzyć w istnienie życia pozaziemskiego, wiedząc, że: 1) istnieją przekonywujące dowody na to, że życie może rozwinąć się samoistnie w sprzyjających warunkach; 2) wszechświat jest ogromny i liczba potencjalnych światów, gdzie życie mogłoby zaistnieć jest bardzo duża. Obydwa dowody wskazują dosyć silnie na możliwość istnienia przynajmniej kosmicznych mikrobów, nie dając jednocześnie stuprocentowej pewności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: