Dragon Age II – czyli jak zamordować RPG-a

Sequel gry, która przywróciła wiarę we współczesne RPG-y, już w zwiastunach i recenzjach przejawiała się jako spełnienie najgorszych snów. Wygląda na to, że żaden tytuł nie ucieknie przed masową zgnilizną. Maksymalne uproszczenie, spłycenie, konsolizacja – zapowiadało się, że Dragon Age 2 jest kolejną ofiarą tych okrutnych i nieubłaganych procesów. Wystosowano dostateczną liczbę ostrzeżeń, bym unikał tego splebsionego tworu szerokim łukiem – ale nie mogłem sobie na to pozwolić. Zbyt mnie wciągnął świat i fabuła jedynki, bym mógł teraz sobie tak po prostu odpuścić i nie dowiedzieć się, „co dalej”. Zagranie w dwójkę było moim obowiązkiem – nieważne, jak przykrym. Być może w tym leży powód sukcesów, jakie zawsze osiągają sequele – nieważne, jak są złe, jeśli pierwsza część była dobra. Dlatego grę zdobyłem i poświęciłem jej swój bezcenny czas.

Moje pierwsze spostrzeżenie – święta Petronelo, oni mieli rację. To jest klon Mass Effecta. Tak, mówię to z całą powagą. Klon. Wpływ na to, kim jest nasza postać, jest drastycznie okrojony – mamy w zasadzie z góry narzuconą osobę i jej historię. Nasz udział w dialogach – okrojony. Nasz wpływ na wydarzenia – okrojony. Ekwipunek i rozwój postaci – okrojony, pociachany, zubożony, wszystko po to, by urządzić nam drugiego Mass Effecta. A najgorsze jest to, że żywcem skopiowali to Mass Effectowe „kółko” dialogowe. Litości! Czy naprawdę musicie mnie tym torturować w więcej niż jednej grze? Co sprawiło, że uwierzyliście, że to jest dobre rozwiązanie? Bo nie jest. To najbardziej idiotyczna i irytująca rzecz, jaką zastosowano w grach. Już nie możemy wybierać między 100%-owo jasnymi opcjami – teraz musimy się bawić w „co autor miał na myśli”, dając nam do wyboru opcje „Zastrasz”, „O co chodzi?” i „To dziwne.” I tych opcji oczywiście nigdy nie więcej niż trzy, przy czym „dobra” jest na górze, a „zła” na dole – żeby nam się konsolowcy nie pogubili, wszak ich dobro jest najważniejsze. Oprócz tego, twórcy postawili sobie za punkt honoru, by te opcje NIGDY nie były tak samo sformułowane jak kryjące się za nimi wypowiedzi – nawet jeśli te są tak krótkie, że spokojnie zmieściłyby się w tym kółku. Efekt jest taki, że w zasadzie nigdy nie wiemy, co powie nasza postać, nie mamy właściwie nad tym kontroli. Osobiście jestem przekonany, że często dokonywałbym innych wyborów dialogowych, gdybym wiedział, co się kryje za tymi ogólnikowymi twierdzeniami w tym przeklętym kółeczku. Jednakowoż, jakie to ma znaczenie? Większość dialogów i tak ma taki sam przebieg, niezależnie od wybranych przez nas opcji. Ba, te dialogi są nawet uboższe od tych z Mass Effecta – bo w ME czasem pojawiały się dodatkowe opcje zależne od naszego poziomu „Paragon” lub „Renegade” – idiotyzm, bo idiotyzm, ale zawsze coś. A tutaj? Kompletnie nic. Żadnej perswazji, zapomnijcie – to by było przecież zbyt trudne dla plebsu. A poza tym, przecież za dużo roboty by z tym było, gdyby to jakoś różnicować. Następny etap tej ewolucji – usunąć w ogóle wpływ gracza na dialogi. Konsolowcy będą zachwyceni, wszak samo czytanie jest już dosyć nadwyrężające umysły.

Wielkie zmiany zaszły oczywiście w kwestii animacji walki – wiadomo, przecież dzieci byłyby zniesmaczone ich mało efektownym wyglądem z pierwszej części. Teraz nawet jako mag machamy kosturem jak mistrz sztuk walki, ciach, rach, bam, eksplozja, posoka się leje, ale fajnie. OK, nie będę już mówił, że to źle – ale istniało tyle ważniejszych rzeczy wymagających poprawy, a te animacje zapewne potraktowano priorytetowo. A te priorytety wyraźnie się dla twórców zmieniły. Po sukcesie jedynki ubzdurało im się, że jeżeli przystosują drugą część do casuali, jak tylko się da, to na pewno odniosą sukces! Wszak Mass Effect odniósł sukces, więc zróbmy drugiego Mass Effecta!

BioWare powinno dokonać wielkich czystek w dziale marketingu. Wszystko mówią drastycznie niskie oceny dawane przez graczy. Zastanawiam się, co im siedziało w głowie? Czy im się wydawało, że target ME i DA jest ten sam? Otóż nie jest. I nie mam pretensji do Mass Effecta za to, że jest Mass Effectem – ale mam pretensje do Dragon Age II, bo zabili jednego z ostatnich przedstawicieli wymierającego gatunku RPG.

Nawet tak banalną rzecz jak romanse dostosowano do „masowych” potrzeb. Mamy przecież epokę fałszywej tolerancji – z tej okazji cztery na pięć możliwych „obiektów romasowania” są biseksualne. Oczywiście. Wiadomo, że biseksualiści stanowią 80% – i niech Biedroń ma w opiece każdego, kto uważa to za szczyt głupoty.

W zasadzie mógłbym w tym momencie walnąć zakończenie i zapomnieć o wszystkim. Wszak w pierwszych godzinach gry z lubością wyobrażałem sobie masakrę, jakiej dokonam na DA2 na blogu. Ale to by nie było fair. Ponieważ wciąż grałem. Nie z musu. Chciałem grać. Widocznie chyba istniał jakiś powód ku temu. Nie ma co ukrywać, że pod względem formy Dragon Age zmienił się na gorsze. Uproszczone dialogi, rozgrywka, zarządzanie ekwipunkiem. Sam poziom trudności zakrawa teraz na kpinę. Na poziomie normalnym w ciągu całej gry zginąłem trzy razy. Trzy. Przy czym raz wtedy, gdy z lenistwa chodziłem sobie w niepełnym, 3-osobowym składzie i wpakowałem się w ciężką walkę. Co mi nie przeszkodziło zresztą potem tą samą, niepełną drużyną pokonać dojrzałego smoka – które w pierwszej części były zawsze wyzwaniem. Więc jeśli umiecie obsługiwać myszkę i klawiaturę w stopniu podstawowym – śmiało sięgajcie po trudny poziom. Te niższe przeznaczone są konsolom.

Ale w RPG-i nie gra się po to, by ginąć dużo razy. W RPG-i gra się dla fabuły i uniwersum. A uniwersum wszak się nie zmieniło – dalej jest rozległe, przemyślane i świetne. Fabuła natomiast… również stoi na wysokim poziomie – wbrew temu, co agitują hejterzy. Rzecz jasna, mają co hejcić, ale trzeba zachować umiar i sprawiedliwy osąd. Historia w Dragon Age’u 2 jest ciekawa i przykuwa do monitora. I nawet obyło się bez ratowania świata – scenarzyści ograniczyli się do ratowania miasta. A fanatycy erpegów dostaną także dużo tekstu do czytania – jeśli tego sobie życzą. Poza tym, BioWare nie zawiodło po raz kolejny w tym, w czym jest mistrzem – w kreowaniu postaci. Są przekonujące, specyficzne i charakterystyczne. To nie są jakieś modele, które od czasu do czasu powiedzą coś bez znaczenia – można ich autentycznie polubić lub nie, mogą nas rozbawić lub zirytować. Co prawda, i w tym BW popada w pewne schematy (np. Merrill, która jest co najmniej częściowo kalką z Tali z ME), ale trzeba otwarcie przyznać, że jest to jeden z elementów gry, na którego narzekania są najmniej uzasadnione.

Podsumowując – z jednej strony nie ulega wątpliwości, że nowy Dragon uległ splebsieniu w stopniu wręcz niemiłosiernym. Jednego z najlepszych RPG-ów ostatnich lat przerobiono na papkę dla casuali. Z drugiej strony, te 45h grania przeminęło w kilka dni – połknąłem ten tytuł niczym pelikan świeżą rybkę. Moje uczucia wobec niego są więc nieco ambiwalentne. Dragon Age 2 jest niczym rozdarta sosna z „Ludzi bezdomnych” – forma (tj. gameplay, poziom trudności, dialogi) zostały dostosowane do masowego odbiorcy, który chce dań lekkostrawnych, któremu pasują twory płytkie i uproszczone do granic możliwości – treść natomiast, czyli fabuła i uniwersum, nadal jest przeznaczona dla dojrzałego gracza, który ceni sobie ciekawą historię i ogólnie stare, dobre RPG-i. Cieszą mnie jednak bardzo te bardzo niskie oceny dawane przez graczy na różnych portalach – bo może one uświadomią twórcom, że obrali niesłuszną drogę. Że ten sequel jest krokiem w niewłaściwą stronę. Że należy powrócić do „korzeni”. Bo to, co zrobili drugiej części Dragona – to mogą robić Mass Effectowi czy innym grom, które poziomem świata i fabuły pasują do Hollywood i gimnazjum. Ale ręce precz od jednej z ostatnich (obok Wiedźmina) nadziei współczesnych RPG-ów!

I jak w trzeciej części nie oddadzą mi Bohatera Fereldenu, to się wkurzę.

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: