Granie na emocjach to potężne narzędzie

Kiedyś to było fajnie. Świat 95% ludzi był ograniczony do ich wsi i okolic. Orali oni te swoje pola, żyli w swoim mikroświecie, mieli jakieś tam swoje wyobrażenia i przemyślenia, z którym mogli się z sąsiadem podzielić. Zawsze wszyscy wiedzieli wszystko o wszystkim i prawo zwyczajowe działało bez zarzutu – pracowity był szanowany, pijak był pogardzany. A jak ktoś miał większe ambicje – mógł (z niemałym trudem, to trzeba przyznać) zdobyć wykształcenie i dołączyć do tych 5%, co wiedzą coś o świecie poza jedną wsią i de facto nim sterują. I to ich idee, poglądy, przemyślenia się liczyły – lud mógł sobie wierzyć w to, że Słońce krąży wokół Ziemi i jakie to miało znaczenie? Komu to szkodziło?

Dzisiaj jest inaczej. Przede wszystkim – z powodu powszechnej i obowiązkowej edukacji ciżba dorwała się do jakichś szczątków wiedzy – a to jest wystarczający dla nich powód, by uznawać się za kogoś, kto coś wie i może się z pełną powagą i odpowiedzialnością wypowiadać o wszystkim. Stąd jesteśmy atakowani z każdego ekranu telewizora, każdego głośnika radia setkami tysięcy zwykłych bzdur głoszonych przez ludzi, którym się wydaje, że ich tytuł magistra dowodzi, że mają o czymkolwiek pojęcie i że potrafią myśleć. A jakąś wartość dalej przejawia te 5% – lecz tym razem zagłuszone i popierane co najwyżej przez pozostałych z tych 5% oraz hipsterów. Typowy przedstawiciel tłuszczy przejawia też bardzo niezdrowe przekonanie, że ma wystarczające kompetencje, by wypowiadać się o dowolnej sprawie, o której usłyszał w telewizji czy przeczytał w gazecie. I o tym przede wszystkim jest ten wpis.

A zaczęło się, jak zwykle, od Wykopu. Od tego konkretnie. Gdy go zobaczyłem pierwszy raz, olałem go z myślą „Ehe, pewnie kolejna wielka >>akcja<<„. Cóż, kiedy po jakimś czasie zauważyłem grupy na Facebooku, zrozumiałem, że moja myśl była prorocza. Mamy do czynienia z kolejną wielką, społeczną „akcją”, a mówiąc jaśniej – z plebejskim linczem. Jakby ktoś jakimś cudem sprawy jeszcze nie znał, oto obszerny artykuł z wyborczej, a tutaj samo centrum sprawy, czyli konto YouTube troskliwego tatusia o jakże chwytającej za serce nazwie „Ratujcie Szymona!”:

http://www.youtube.com/user/RatujcieSzymona

Heh, na starcie przede wszystkim trzeba przyznać, że facet absolutnie jest nie w ciemię bity. Podkłada dyktafony, tłucze się po sądach, a gdy ten go spławia, odwołuje się do najwyższej instancji władzy sądowniczej w państwie demokratycznym – do Głosu Ludu. I to nie byle jak, tylko wykazując nieprzeciętne zdolności manipulacyjne, mistrzowsko grając na emocjach, wyróżniając WIELGACHNĄ, czerwoną czcionką szczególnie „oburzające” fragmenty (taka delikatna sugestia, że jeżeli to na nas nie działa, to chyba jakimiś potworami jesteśmy), kropkując wypowiedzi matki lub dziecka, które mogłyby zaburzać obraz wzorcowej rodzinki patologicznej, umieszczając to na YouTube’ie, chodząc z tym do wszelkich mediów itp.

I oczywiście to nie jest po to, by zniesławić matkę. Wszystko dla dobra dziecka.

Na początek tak nieśmiało zwrócę uwagę, że w państwie prawa sądownictwo jest niezawisłe. Oznacza to, że ŻADNE naciski, sugestie, dramatyczne historie, krzyki ciżby i wrzask szukających sensacji mediów NIE MOGĄ być brane pod uwagę nawet w najmniejszym stopniu. Na sali rozpraw liczy się tylko prawo i konstytucja. Dlatego też twierdzenia ojca, że on tylko walczy o sprawiedliwość i prawo, uważam za przejaw hipokryzji. O prawo walczy się w przeznaczonych do tego instytucjach, a nie w gazetach i w internecie – czyniąc ze swojego życia rodzinnego i sytuacji tego chłopca medialne igrzysko, wyrządzając mu przy tym zapewne nie mniejszą krzywdę, niż ta matka. Z drugiej jednak strony, jak już wiemy, tatuś jest zapewne niegłupi i zdaje sobie sprawę, że nie żyjemy w państwie prawa – tylko w państwie demokratycznym. Tutaj liczy się zasada „vox populi, vox Dei” – gdzie vox tego populi może być dowolnie manipulowany, jeśli tylko się odpowiednio przedstawi sprawę. Prawo można przy tym wyrzucić do kosza.

Taką już mam naturę, że jeżeli z okazji jakiejś sprawy miażdżąca część ludzi opowiada się po jednej stronie, zawsze poważnie rozważam opowiedzenie się po stronie przeciwnej. Bo jak to powiedział Oscar Wilde: „Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam zawsze wrażenie, że się pomyliłem.” Dlatego zamiast się przepisowo popłakać przy jakże przejmujących nagraniach i popluć trochę jadem wobec osoby, o której nie wiem tak naprawdę nic, postanowiłem popatrzeć na to z trochę innej strony. Przede wszystkim – ludzie chyba nie widzieli prawdziwej patologii. To, co ukazują te nagrania, to obraz dużej części polskich domów – ja sam nieraz byłem świadkiem takich zachowań normalnych matek, wobec których krew mi się trochę mroziła w żyłach. A dlaczego tak jest? Otóż w czasie dwóch wojen światowych kobiety musiały pójść do pracy w fabrykach – z konieczności. Po wojnie ktoś sobie pomyślał, że tak może zostać – prawdopodobnie także pod wpływem myśli komunistycznej.

Kobiety na traktory!

Dzisiaj niemal wszystkie kobiety mają pracę poza domem – a te, które zostają „przy garach”, są traktowane jako gorsze, zdominowane, słabe „kury domowe”. Efekt? Zestresowana, przemęczona matka musi jeszcze zajmować domem i dzieckiem – co wcale nie jest mniejszą pracą. Niektórym już nie wystarcza cierpliwości niezbędnej przy wychowywaniu dziecka – i jest to naturalna i całkiem łatwa do przewidzenia reakcja.

Oprócz tego, nieszczęście z wychowywaniem polega na tym, że prawie każdy to będzie robił w swoim życiu, a mało kto tak naprawdę umie. Jaki wniosek wyciągnie typowy „plebejusz”? Trzeba zabierać dzieci patologiom i dawać do domu dziecka!

Ja już litościwie nie wspomnę, że w bidulu te dzieci miałyby gorszy los niż Szymonek przy swojej mamusi. Podstawowym problemem jest to, że większości ludzi nie mieści się w głowie, że patologie to naturalna część społeczeństwa – bo w każdym naturalnym środowisku potrzebne są wynaturzenia. Oczywiście w ograniczonej, odpowiedniej dla wynaturzeń ilości. Tak było zawsze i tak być musi. Zapewnia to kluczową z punktu widzenia ewolucyjnego różnorodność – nie da się zapewnić wszystkim sielankowego, pięknego życia z kochającymi rodzicami. I zwiększa to naszą ogólną wartość. Należy się spytać – ile wielkich osób wychowało się w takich „nienajlepszych” warunkach? I czy byliby wielcy, jeśliby zamiast tego wychowali się we wzorcowej, kochającej rodzince? I nie twierdzę, że nie należy w miarę możliwości ograniczać takich zjawisk jak alkoholizm, znęcanie się czy tym podobne. Ale tego nie robi się poprzez zabieranie wszystkim dzieci i umieszczanie w domu dziecka, gdzie wcale nie będą miały lepiej zresztą. Nie walczy się z pryszczami poprzez ich wyciskanie.

I jeszcze o sprawie wspólnej dla wszystkich takich masowych ruchów na rzecz jakiejś sprawy. W necie aż się roi od nienawistnych komentarzy, gróźb i pieniactwa. Wszyscy zgodnie obrzucają panią matkę błotem, a jakaś banda idiotów nawet zhejciła jakiejś babce konto na nk, bo miała nieszczęście mieć tak samo na nazwisko jak rzekoma winowajczyni (albo się tak sprytnie wykręciła, hehe). Typowy przykład wściekłej ciżby, co gówno wie i gówno myśli, ale za to ostrzy widły i zapala pochodnie. Ja osobiście nie wierzę, że w państwie, w którym istnieje tendencja właśnie do nadgorliwego zabierania dzieci rodzicom i ogólnego braku poszanowania praw rodziny, prokuratura, a także inne instytucje (np. Rzecznik Praw Dziecka), mogłyby umorzyć postępowanie ot tak, bez dobrego powodu. Dlatego zamiast jazgotać i wypisywać te swoje ociekające oburzeniem wypowiedzi, lepiej może zostawić sprawę tym, których obowiązkiem jest zbadanie tego z każdej strony i jak najgłębiej? Bo, powtórzę raz jeszcze – gówno wiecie poza tym, co przeczytaliście w Wyborczej czy na kanale tatuśka. Nie znacie kontekstu, nie znacie tatusia, nie znacie mamusi i nie znacie nawet opinii samego dziecka (nigdzie się jej nie doszukałem, ciekawe) ani jego samego. Przesądzanie o całej sprawie z waszego poziomu wiedzy – to dowód pieniactwa, głupoty i łatwego ulegania emocjom.

Zaznaczę – przy założeniu prawdziwości tych nagrań, nie popieram sposobów wychowawczych matki. Ale po pierwsze, nie mam w zwyczaju wtrącać się w sprawy obcych ludzi, których kompletnie nie znam. A po drugie – podstawowa zasada zachowania trzeźwego oglądu sytuacji to NIE DAĆ SIĘ ZWARIOWAĆ. Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: