Teoria Względności działa nawet w naukach humanistycznych

Historio, Historio, tyle w Tobie marzeń
Często Ciebie piszą kłamcy i gówniarze!

Jaką smutną prawdę zawiera powyższy fragment utworu Agnieszki Osieckiej! O historii często mówią ludzie, którzy jej nie rozumieją – lub cwaniacy, którzy wiedzą, że to nie matematyka – i można nią manipulować ku swoim potrzebom. Historia to nauka o ludziach – i jest taka jak ludzie. Mroczna, tajemnicza, skrywa zarówno przepiękne budowle, jak i stosy z czaszek. Bo, jak to już stwierdził święty Augustyn, człowiek to istota dychotomiczna, zdolna do najwznioślejszych gestów, jak i do niewiarygodnego skurwysyństwa. W sensie, święty Augustyn pewnie w nieco inne słowa to ubrał. Jako że osoby mające do czynienia z tą zacną nauką, dokonują oceny ludzi, sami będąc ludźmi, nie mogą oni pokonać tych baconowskich „idolae”, dlatego ich oceny są względne, niepełne, a często po prostu nieprawdziwe. Dlatego mówię o Teorii Względności w tytule – bo w historii wszystko jest względne.

Cóż, w zasadzie nie potrafię powiedzieć, jak to wygląda w innych krajach, więc nie mam punktu odniesienia – ale, co zauważono już dawno i wiele razy, wygląda na to, że jesteśmy narodem, który szczególnie lubujemy się w zatapianiu w tym pluszu naszej narodowej tragedii, w odkrywaniu kości, ekshumowaniu zwłok i tym podobnym makabrycznym praktykom. Używamy historii jako narzędzia albo do polepszania swojego narodowego ego, albo do usprawiedliwiania swojej obecnej, nędznej sytuacji. A przecież historia jako taka nie ma celu – przez to nasz ogląd historyczny w zasadzie nigdy nie jest czysty, trzeźwy i właściwy. Albo uprawiamy tę naszą słynną martyrologię, albo – dla równowagi – obłudne samobiczowanie stosowane przez środowiska, które kojarzą jakiekolwiek poczucie własnej narodowej godności z „zaściankowością” i „bogojczyźnianym fanatyzmem”.

Przykłady tego ostatniego to ostatnio książka Grossa – przykład wybiórczego i manipulacyjnego podejścia do historii, czy też ostatnia wypowiedź profesora Bartoszewskiego, który w wywiadzie dla niemieckiej gazety rzekł, że w trakcie okupacji bardziej bał się Polaków-zdrajców niż Niemców. Nie wątpię zresztą,  że to prawda, bo istotnie skryty wróg jest bardziej niebezpieczny od otwartego – ale z uwagi na kontekst, w jakim zostało to wypowiedziane – w trakcie, gdy „Przedsiębiorstwo Holocaust” działa pełną parą, a poszczególni Niemcy podejmują coraz śmielsze próby przerzucenia odpowiedzialności – myślę, że sekretarz stanu kancelarii premiera wykazał się albo pierwszymi oznakami demencji starczej, albo obłudą, gdy twierdzi, że on tylko tak sobie powiedział, co miał na sercu.

Z drugiej jednak strony, my sami często nie potrafimy rozsądnie podejść do historii innych narodów. Np. modne ostatnio stało się wynajdywanie i wypominanie zbrodni ukraińskich nacjonalistów, którzy po nadejściu nazistów skorzystali z okazji i dali upust swej nienawiści do Polaków, którą starannie hodowaliśmy od czasów Chmielnickiego. Nie tak dawno jeszcze skandal w naszym kraju wywołało nadanie Stefanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy przez prezydenta Juszczenkę. A na nieocenionym Wykopie całkowicie niedawno pojawił się artykuł wypominający wymordowanie kilkunastu (jakkolwiek bezdusznie to zabrzmi – liczba śmiesznie mała jak na 2. Wojnę Światową… Historio, Historio, ty żarłoczny micie/Co dla Ciebie znaczy jedno ludzkie życie?) przez tzw. własowców – „armię” złożoną z kompletnych degeneratów, którzy wypłukani ze wszelkiej moralności przez wojnę, zaczęli ją traktować jak grę, którą muszą po prostu wygrać – bez znaczenia, do kogo strzelając. Na ich nieszczęście, stanęli oni po niewłaściwej stronie barykady.

Jakkolwiek takie rozjątrzanie każdego zamordowanego polskiego chłopa może wydawać się co najwyżej nieco absurdalne, zwłaszcza że mówimy o wojnie – na której, no cóż, ZDARZA SIĘ, że ludzie umierają – tak jednak wtrącanie się w sprawy wewnętrzne Ukrainy uważam za wysoce niestosowne. Może my widzimy Banderę jako zwykłego polakożercę, ale Ukraińcy uważają go za bojownika o ich niepodległość i niewątpliwie mają ku temu podstawy. Wypadałoby lepiej zająć się własnymi skurwielami, których wcale nie mamy mniej niż państwa ościenne – niejednego z nich uważamy po dziś dzień za naszego „bohatera”. Na przykład dla Litwinów Piłsudski to imperialista, który ukradł im Wilno. Tak to jest z historią, że oceny zmieniają się jak w kalejdoskopie zależnie od tego, z czyjej perspektywy patrzymy. Bo w tej nauce bardzo wyraźnie ukazuje się podstawowa cecha tego świata – nie jest on czarno-biały, i nie ma na nim ani permanentnych aniołów, jak i absolutnie skończonych i bezwarunkowych gnojów. Ludzie robią to, co uważają za słuszne, a „słuszne” jest pojęciem względnym. Dlatego jeszcze raz apeluję – zamiast podniecać się tym, jakich skurwysynów Ukraińcy mają za bohaterów, zajmijmy się najpierw własnymi – bo o części nie wiemy, część czcimy, a na niektórych nawet głosujemy.

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: