Nudny wywód o grach

Widocznie taka już moja natura, że muszę się tutaj porozwodzić nawet na tak luźny i krotochwilny temat, jakim są gry komputerowe.

Napomknąłem już o tym we wstępie wpisu o Falloutcie i teraz się powtórzę – gry komputerowe są medium, które nie jest w żadnym stopniu upośledzone względem filmów czy książek. Nie będę jednak tutaj kłamał, że stereotypowe upatrywanie gier jako rozrywki dla małych, tłustych dzieci, podniecających się nabijaniem kolejny leveli, wzięło się znikąd. Podstawowym problemem jest jednak to, że przed grami jest długa przyszłość. Ja osobiście jestem na tyle stary, by pamiętać z dzieciństwa gry na Pegazusa, PSOne i te pierwsze na PC-ta. Super Mario, DSJ, pierwsze Tekkeny, Crash Bandicoot, automaty do gier – to jest mi znane nie tylko z opowiadań starszego rodzeństwa. I choć jestem „na tyle stary”… to przecież aż tak stary nie jestem.

Każdy wie, że Lei wymiatał.

Nie ukrywajmy tego – obecnie głównym targetem większości gier to dzieci w wieku 8-16 lat. Nie ma co na to narzekać, gdyż takie są prawa rynku – producenci zrobią to, co da im najwięcej zysku. Należy przyznać, że obecnie dorośli przeważnie nie grają, jak już to sporadycznie. Dlatego dzisiejsze gry opierają się na efekciarstwie i generalnie płytkiej, nieskomplikowanej fabule, jeżeli już jakaś jest. Ale właśnie to się zmieni – a wraz z tym zmienią się gry. Pokolenie, które grało w dzieciństwie na czymś bardziej zaawansowanym niż ośmiobitowce, jest obecnie już dorosłe. Dla nich komputerowa rozrywka nie jest już niczym wstydliwym czy dziecinnym – jak dziś dla sporej części ludzi powyżej 30 lat. Programiści będą już mieli dla kogo robić gry poważne, niebanalne, głębokie. Stawiam, że za 10-20 lat gry będą traktowane tak, jak na to zasługują – nie jako „odciągacz uwagi” dla uporczywego dzieciaka, ale równowartościowa konkurencja dla innych działów sztuki i rozrywki. Kto wie, może dostaną nawet własną Muzę, tak jak film i telewizja?

Niestety, fakt, że gry są młode i nie rozwinęły swych skrzydeł, jest jednym problemem. O drugim stanowi zjawisko, które jest powszechne w zasadzie we wszystkich dziedzinach i w zasadzie w całym życiu. Nazywam je „splebsieniem”. Rozwijając to bardziej – upowszechnienie = pogorszenie. Gdy powstaje Coś, początkowo zajmuje się tym elitarna grupa fanatyków, którzy z racji swej wyjątkowości znają się na rzeczy, mają gust, sprawiają, że Coś jest dobre. Kiedy jednak Coś zyskuje popularność, dochodzi do upadku – dorywa się plebs. Plebs staje się odbiorcą i plebs staje się też twórcą, więc wszystko jest podporządkowane gustom ciżby. Na logikę, niby większość jest zadowolona – ale w końcu ten blog jest „dla tych 10%”, więc my tu będziemy narzekać. Przykładów tego procederu jest mnóstwo. Ot, chociażby demotywatory – początkowo oryginalny pomysł, zabawne i celne uwagi oraz refleksje z pasującym obrazkiem. A dzisiaj wstyd wchodzić na główną demotywatorów.pl, bo 90% to jakieś klozetowe przemyślenia pryszczatych nastolatków. I gry komputerowe padły ofiarą splebsienia. W czasach, gdy granie to było hobby jakichś maniaków w okularach, jakoś nietrudno było znaleźć ciekawe  i niegłupie dzieła, mimo że powstawało ich o wiele mniej niż teraz. A co mamy teraz właśnie?

Więc gdy tłuszcza tłuste swe łapska na grach położyła, zmieniły się oczekiwania wobec nich. Ponad 10 lat temu gry były zdecydowanie bardziej wyrafinowaną rozrywką – dziś nadal powstają dobre gry, ale mówimy o proporcjach – zdecydowana większość nie wymaga od nas myślenia. Oczywiście, odcisnęło to piętno na to, jak gry wyglądają. Kiedyś gry stanowiły wyzwanie, trzeba było poświęcić im czas i uwagę (jest ktoś taki, co przeszedł Fallouta 2 w 100%?) i dawały pod względem satysfakcję. To nie była jednak właściwa droga dla gminu, który przecież wyzwań nie lubi, bo im nie podoła – ale za to lubi satysfakcję. Jak to więc rozwiązano? Zdałem sobie z tego sprawę w trakcie gry w Assassin’s Creeda II – po kilometrach widowiskowych akrobacji na budynkach, które wykonywałem trzymając jedynie spację i strzałkę do przodu oraz po setkach efektownych ciosów mieczem zadanych wrogom przy użyciu jednego kliknięcia myszki. To jest właśnie to! Dziś gra robi graczom dobrze – tworząc mu złudzenie, że coś umie, że jest fajny, że te wszystkie zajebiste rzeczy, jakie widzi na monitorze, to zasługa jego umiejętności. Atakuje go milionami nagród i „achievementów”, których jeśli by nie zdobyło 5-letnie dziecko, to można je spokojnie wysłać do szkoły specjalnej. Podkreśla na każdym kroku – „nieźle im dokopałeś!”, „świetnie to zrobiłeś!”. Wyzwania nie ma – ale satysfakcja z „sukcesu” jest.

Och, Ezio, jakie ty zajebiste rzeczy robisz! A przecież wcisnąłem jedynie dwa klawisze!

Inna rzecz – „w starych, dobrych czasach” gracze musieli nadrabiać wyobraźnią braki w grafice. Jako że większość ludzi jest wzrokowcami, wygląd był zawsze na szczycie listy rzeczy „do poprawienia”. I rzeczywiście – rozwój tego elementu gier jest oszałamiający. I nie jest to złe –  nie zamierzam tutaj po hipsterowsku pieprzyć, że „grafika się nie liczy”, bo liczy się, i to bardzo. Szkoda tylko, że kosztem jest zaniedbanie wszystkich pozostałych aspektów. Przede wszystkim mówię tu o sztucznej inteligencji. W ramach mojej prywatnej akcji „Graj w klasykę, w która nigdy nie grałeś” przechodzę obecnie Deus Exa. W grafice widać wyraźnie tę dekadę różnicy, a SI? W Alphie Protocol (gra z 2010 roku) nie była lepsza – i piszę to bez cienia hiperboli. W porównaniu z pozostałymi dziedzinami, w kwestii inteligencji komputera nie ma praktycznie większych zmian od wielu lat („wielu” z punktu widzenia technologii komputerowej). We wszystkich grach, gdzie wirtualny gracz ma być konkurencyjny dla rzeczywistego, komputer ratuje się czitowaniem na potęgę – we wszystkich, od samochodówek po strategie. Ludzie nie narzekają, bo nigdy nie dostali niczego innego i są przyzwyczajeni, ale ja zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam – dopóki coś w tej gestii nie ruszy, nie będziemy mieli strategii czy RPG-ów z prawdziwego zdarzenia.

Me narzekania mają się ku końcowi. Nic one nie zmienią, więc pozostaje nam zacisnąć zęby, przymykać oczy na banały i płytkość w grach i niejako brać, co jest. I czekać. Komputery dalej się rozwijają w szybkim tempie – aż się oczy świecą, gdy się pomyśli o możliwościach, jakie będziemy mieli za lat dziesięć. By zaszły jednak prawdziwe zmiany, musi się zmienić postrzeganie gier i ich odbiorcy. Już teraz jednak widać światełko w tunelu – choćby w postaci popularności gier „retro”, gdzie nie ma fotorealistycznej grafiki, za to jest grywalność (vide Minecraft – nie, schetyno, i tak w niego nie zagram) czy też po tym, że coraz więcej ludzi widzi i wyśmiewa to, o czym tutaj napisałem. Także sami programiści – niedawno polskie studio People Can Fly sparodiowało serię Call of Duty swoim dziełem pt. „Duty Calls”:

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

One Response to Nudny wywód o grach

  1. przemekwkasi says:

    Może wyda się to jakoby spam, ale chciałbym przytoczyć taką grę, jaką jest TribesNext (w zasadzie T2 z patchem). Może autor byłby zainteresowany, chociaż ‚learning curve’ jest w niej straszliwie stroma, a to jest właśnie piękno tego ‚challengu’. Gra jednak nie nowa, a wielce innowacyjna pod względem rozgrywki, w zasadzie jest to sam multiplayer.

    http://tribesnext.com/

    Wiele by o tym pisać, naprawdę wiele, same proste metody użytkowania pojazdów/idemów/etc. potrafią mieć po kilka stron dyskusji. Powiem tylko, że nie łatwo będzie przebić się przez skorupę ‚skomplikowania’ gry komuś, kto nie próbował tytułów takich jak chociażby UT/Q3 na przyzwoitym poziomie oraz stawić czoła komukolwiek na serwerze jako tako efektywnie – później jest tylko poezja. Jakieś pytania, to pisz na forum z linka (Community).

    Referując do artykułu, to powiem, że brak mi obecnie tego ‚oddzielenia’ złego-mainstreamu i dobrego-undergroundu, co jak zauważyłeś następuje. Osobiście jednak uważam, że będzie to raczej na zasadzie rozwierających się nożyc pomiędzy poziomem undergroundu i mainstreamu (aż do pewnego momentu w odległej przyszłości). Jednak mam nadzieję, że może w niedługim czasie spotkam produkt, który zdobędzie podobną scenę jaką miało Q3, SC, czy wspomniane niedocenione Tribes (tylko 1 i 2), w momencie złotej ery gamingu MP, czyli pierwsza połowa pierwszej dekady XXI wieku + końcówka XX. Ale czy już nie będę do tego czasu przypadkiem za stary?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: