O sprawach płciowych, czyli czas „uświadomić” co poniektórych

Zdjęcie z łódzkiego Tesco

Jeśli chodzi o różnice między kobietą a mężczyzną, to jest sprawa, w której ludzie mają bardzo mocno zabitego ćwieka w myśleniu. Po wielu wiekach czasów, w których kobieta była traktowana jako coś pośledniejszego, a potem nawet jeśli nie za coś pośledniejszego, to i tak kobieta, która nie siedziała w domu, była generalnie traktowana jak kosmita, zadziałało prawo akcja-reakcja (które wszak działa również w warstwie społecznej i historycznej) i dziś stwierdzenie, że różnice między płciami istnieją, i to nie tylko te fizyczne, jest równoznaczne z wystawieniem się na obelgi w stylu „szowinisty”, „tyrana” czy „zaściankowca”. Prawda jest jednak zawsze taka sama, niezależna od aktualnych uwarunkowań społecznych czy prawnych.

Pan Janusz Korwin-Mikke napisał kiedyś, że teorię ewolucji rozumie może 10% ludzi. Istotnie, ja również nie znajduję innego wytłumaczenia dla światopoglądu większości osób. Bo i owszem, w szkole wszystkich nauczono, czym niby jest ta darwinowska koncepcja, i każdy niewątpliwie potrafiłby wyjaśnić, na czym mniej więcej ona polega. Ale właściwe zrozumienie tej teorii, i to nie tylko jej istoty, ale także jej skutków dla niemalże wszystkiego, co nas otacza – to najwyraźniej domena tylko niektórych. Niepojmowanie teorii ewolucji wiąże się niestety również z niezrozumieniem wielu innych rzeczy, warunków, czynników, i to zarówno biologicznych, jak i społecznych czy innych. Bo darwinizm to nie tylko naukowa koncepcja – to niemal filozofia życia.

Nie wyobrażam sobie człowieka, który jednocześnie rozumie teorię ewolucji i nie uznaje umysłowych różnic między kobietą a mężczyzną. Wystarczy się odrobinę zastanowić – różnice fizyczne między kobietami a mężczyznami są oczywiste. I znaczne. Te różnice mają ogromny wpływ na to, jak żyły kobiety i mężczyźni (dziś te różnice są o wiele mniejsze) – chodzi tu przede wszystkim o dużą ilość czasu, jaką w swoim życiu kobieta musi poświęcić na ciąże i wychowywanie dzieci, a także o konieczność bycia pod opieką z racji fizycznej słabości. Z tego z kolei w oczywisty sposób wynikają różnice w rolach społecznych. I niech mi ktoś teraz powie, że po setkach tysięcy lat działania ewolucji nie wykształciły się różnice nie tylko fizyczne, ale także umysłowe, by każda płeć była bardziej przystosowana do swoich ról. I tak w tandemie kobieta-mężczyzna to facet jest elementem agresywnym, czynnym, sprawczym. Z racji swego rodzaju „niezależności” biologicznej (nie jest uziemiony na sporą ilość czasu z powodu ciąży i wychowywania potomstwa) jest bardziej swobodny w działaniu, w związku z tym to on tworzy, buduje, dokonuje przełomów, rewolucyj, przełamuje bariery, dokonuje postępów. Kobieta natomiast jest z natury pasywna, jej rolą jest utrzymywanie w ryzach tego, co dotychczas mężczyzna stworzył, oraz, rzecz jasna, wychowywanie potomków. Różnice umysłowe z tego wynikające są niezaprzeczalne – można jedynie się kłócić, jak duże są i jaki mają charakter. Jako że inteligencja jest dosyć mistyczną wartością – nie da się jej zmierzyć żadną kompetentną miarą, bo nie wiemy w zasadzie, czym ona właściwie jest – odpowiedzi na te pytania są dyskusyjne. Generalnie należy uznać, że kobieta jest przeciętnie mniej inteligentna od mężczyzny, a rozkład normalny w przypadku mierzenia tejże inteligencji kobiet ma łagodniejszy przebieg niż w przypadku mężczyzn. Oznacza to, że mężczyźni są bardziej „skrajni” – wśród nich jest więcej geniuszów, jak i idiotów. Ci idioci są smutną koniecznością tego „systemu”, który jest użyteczny z tego względu, by istnieli mężczyźni do „dokonywania przełomów”. Można również wymieniać inne różnice – kobiety np. są bardziej sumienne, pilne i mają lepszą pamięć – ale zaprzeczanie im to czysty idiotyzm (swoją drogą, tak samo z różnicami psychicznymi między rasami – tak, uważam, że przeciętny Murzyn jest głupszy od przeciętnego Białego. Pewnie jestem rasistą).

Pewnie niektórzy zdążyli już się zaczerwienić z oburzenia. Mogę ich niejako uspokoić podsumowaniem, że choć cały powyższy wywód jest stwierdzeniem stanu faktycznego, to nie wpłynie to na moje ewentualne tyranizowanie kobiet i zaganiania ich do garów. Po pierwsze, nie można tej inności uznać za drastyczną – jest wiele kobiet mądrzejszych od większości mężczyzn, znajdą się takie, które mogą z powodzeniem robić za naukowców, wynalazców, kierowników. Po drugie – różnice te są biologiczne oraz społeczne i takie mają pozostać – nie należy ich wzmacniać ani osłabiać pod względem prawnym. Dlatego jestem za równouprawnieniem całym sercem, pod warunkiem, że słowo to ma znaczenie takie, jakie wskazuje jego struktura – „równe” i „prawo”. Jak już jednak kiedyś wspominałem, taktyka definicyjnego przekłamania jest bardzo ceniona przez wszelkiego rodzaju totalitarystów i dziś za „równouprawnienie” uznaje się wprowadzanie przepisów faworyzujące kobiety, ingerujące w gospodarkę i rynek, stwarzające sztuczne i nieefektywne warunki. Nie tak dawno głośna była sprawa parytetów – idiotyzmu nad idiotyzmami. Kilka dni temu na Wykopie pojawił się następujący kwiatek – w regulaminie rekrutacji do uczestnictwa w pewnym projekcie pojawił się następujący punkt:

4. Kobiety, które spełnią kryteria formalne otrzymają dodatkowo 2 punkty i będą miały pierwszeństwo w rekrutacji.

Przede wszystkim, na co zwraca uwagę wiele osób, jest to w zasadzie otwarte przyznanie, że kobiety są głupsze i potrzebują niesprawiedliwego faworyzowania. Niech żaden idiota nie wyskoczy tu, że jest to „wyrównywanie szans”, bo kobiety z racji swej płci mają cięższe życie naukowe, są ogólnie szykanowane i w ogóle jest to likwidowanie „niesprawiedliwości społecznej”. W cywilizowanym świecie każda kobieta może, jak chce, olać rodzinę i dzieci, pójść na studia, poświęcić się nauce, pracy, karierze – i nikt jej złego słowa nie powie. Niektóre barany powinny zastanowić się, dlaczego mimo to większość kobiet tego nie robi, a jak już robi, to nie osiągają wyników mężczyzn. Np. takie barany:

http://www.wykop.pl/link/629837/imiona-i-nazwiska-poslow-glosujacych-za-parytetami/

Jeśli kiedyś się zastanawialiście, którzy posłowie i posłanki są skończonymi kretynami – tutaj macie dosyć dokładny wypis. W sensie – pozostali też pewnie są, ale troszkę mniej. Powtórzę jeszcze raz – nikt dzisiaj kobiecie nie rzuca kłód pod nogi, jeśli chce zrobić karierę polityczną. Czas wyciągnąć wnioski z tego, że nadal uparcie te różnice w ilości kobiet i mężczyzn na najwyższych stanowiskach nie chcą się wyrównać – a nie „na bezczela” sztucznie te różnice wyrównywać. Bo na to komentarz może być tylko jeden.

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: