Fajnie, że robią eksperymenty na ludziach!

A co, może nie? Jakich ciekawych rzeczy można się dowiedzieć! A podwójnie cieszy mnie to, że nie są to moi znajomi, moje dzieci, ani nawet rodacy, bo ten eksperyment, który mam na myśli, nie jest przeprowadzany w Polsce. Wbrew pozorom nie jest też przeprowadzany np. w afrykańskim państwie, gdzie się zbiera małe Murzynki, których zniknięcie nie będzie nawet zauważone. Nie, przeprowadzanie eksperymentów bez zgody badanych wyszło z mody po erze dra Mengele. Teraz rodzice są przekonani, że postępują słusznie i oddają dzieci do eksperymentów dla ich dobra. A gdzie? Oczywiście w Szwecji, tam zawsze dzieje się coś ciekawego:

W Sztokholmie dzieci mogą chodzić do przedszkola Egalia, w którym płeć nie istnieje, a wszyscy są dla siebie „kolegami” lub „osobami”. Słów: „dziewczynka” i „chłopiec” się nie używa.

Działalność pedagogiczną placówki przenika ideologia gender i równouprawnienia. Według serwisu internetowego Egalii widać ją dosłownie wszędzie: w urządzeniu wnętrz, wyborze zabawek i lektur dla najmłodszych. Dzieci bawią się wózkami do zakupów i lalkami, po których nie widać płci. W przewidzianych dla przedszkolaków lekturach nie występują heteroseksualni rodzice. Zamiast nich dzieci poznają samotnych rodziców i pary tej samej płci. Kierownictwo przedszkola wychodzi z założenia, że rodziny heteroseksualne i tak są obecne wszędzie, a oni muszą stanowić przeciwwagę dla segregowanego ze względu na płeć, konserwatywnego społeczeństwa.

Personel nie zwykł się zwracać do swoich podopiecznych, określając ich płeć. – Grupy dzieci nie nazywamy dziewczynkami czy chłopcami. Mówimy o nich „koledzy” – tłumaczy „Rz” Lotta Rajalin, szefowa przedszkola Egalia. W niektórych sytuacjach nauczycielki posługują się też hybrydą między zaimkami osobowymi „on” i „ona” – odpowiednikiem nieistniejącego w szwedzkim „ono” (hen).

W Szwecji zaczęło niedawno działalność internetowe pismo „Feministyczna Perspektywa”, w którym propaguje się neutralne ze względu na płeć słowa. W przyszłości zatrudnienie w gazecie znajdą zapewne przeszkoleni w tej materii wychowankowie Egalii.

 

Zacznijmy od tego, że podobno nie wszystko jest prawdą, coś tam Rzepa źle przetłumaczyła, coś dodała od siebie – ale uznajmy, że ogólna myśl jest jasna. Jak można się było spodziewać, wybuchła wielka dyskusja i, jak można się było spodziewać, utworzyły się dwa obozy – jeden twierdzący, że to chore jest i powinno się to przedszkole rozjechać czołgami i drugi, który broni tej idei i w ogóle że tak powinno się to robić. Jak zwykle osoby, u których wykryłem jakiekolwiek zrozumienie idei liberalizmu, stanowią odosobnione przypadki.

To nawet zadziwiające, że ideologia, która opiera się na tak, wydawałoby się, prostej wartości, jaką jest wolność, jest w większości niezrozumiana. A przecież „liberałami” się mienią np. liczni „korwinowcy”, co wzywają do rozniesienia tego przedszkola na kawałki. Ja tymczasem dostojnie głoszę, iż jakiekolwiek pretensje byłyby uzasadnione wyłącznie wtedy, gdyby to było przedszkole publiczne – a nie jest, zdaje się. Jako liberał uznaję prawo rodziców do wychowania swoich dzieci w taki sposób, w jaki uważają za słuszny, i w takich wartościach, które oni cenią. Bo dokładnie do tego służą rodzice – do indoktrynacji swoich dzieci według swoich światopoglądów. I dokładnie faszyzmem jest, kiedy państwo zastępuje rodziców w tej światłej roli – co w demokracji jest powszechne, bo przecież, jak wiadomo, 90% ludzi cierpi na „jawiemlepizm”, w większości kompletnie nieuświadomiony w dodatku – i wiedzą lepiej od Kowalskiego, jak wychować jego własnego syna, albo że Kowalski robi to źle. Tak jakby dałoby się obiektywnie stwierdzić, jakie „wychowanie” jest najlepsze! I jako liberał jak najbardziej szanuję prawo do zakładania takich placówek przez jakichś tam szwedzkich „specjalistów”.

Co nie zmienia faktu, że gdyby takie przedszkole postawiono obok mojego domu, to bym się wyprowadził. Współczuję tym dzieciom jak pewnie współczuto (hmmm… jest w ogóle takie słowo?) tym dzieciom od Fryderyka II Hohenstaufa, który również przeprowadzał ciekawe eksperymenty. Bo tym to przedszkole jest – nie placówką funkcjonującą według „najnowszych badań pedagogicznych i psychologicznych”, a eksperymentem, w dodatku skazanym na klęskę, bo w historii można znaleźć niejeden przypadek, który udowadnia, że płeć nawet jeśli jest uwarunkowana społecznie, to nie całkowicie – a na pewno nie w kluczowym stopniu. Ale nie mam zapędów dyktatorskich, by się w to wtrącać. Jedni są wychowywani lepiej, inni gorzej, i to jest słuszne, bo różnorodność jest rzeczą wartościową i pożądaną. Może coś fajnego z tych dzieci wyrośnie?

A jak nie, no to przecież mamy krzesła elektryczne.

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

4 Responses to Fajnie, że robią eksperymenty na ludziach!

  1. Trtr says:

    Współczuło się ;p

  2. kminek says:

    Znaczy się ujednolicenie płci? A nie nie,bo przecież płeć sie wykształciła na tle społecznoobyczajowym i jest kwestia jak najbardziej umowna.Biologizm rzecz jasna przypadek,fizyczność to fizyczność,sprawka mentalnosci,wyboru i ukształtowania.
    Osobnik tam na fotce prawdopodobnie manifestuje tylko inny estetyzm,raczej się chował w tradycyjnym przedszkolu…a mimo tego..no właśnie! Sam się ukształtował.Ciekawe tylko,kim (albo i czym)on się czuje.

  3. schetyna says:

    Nie wiem, ale wygląda na smutnego.

  4. gdańszczanin says:

    Najgorsze zbrodnicze eksperymenty tajnej gdańskiej jednostki wojska

    Zbrodniarze przeprowadzają całkowicie bezprawne eksperymenty na ludziach, stosują metody zaliczane do zbrodni wojennych. Ofiarami są osoby upatrzone sobie na tzw. kozły ofiarne. Działania są prowadzane w ściśłej tajemnicy i nie sposób zebrać dowody, a przynajmniej jest to poza zasięgiem zwykłego człowieka. Większość ofiar, na których przeprowadzano działania, zmarło w tajemniczych okolicznościach.
    Zbrodniarze ci wiele lat temu zamordowali mi ojca. Odkryłem ten fakt niedawno, kiedy to przeanalizowałem okoliczności jego śmierci i ostatnich dni życia. Teraz chcą zamordować i mnie, niewinnego człowieka, który nie wyrządził im ani nikomu innemu żadnej krzywdy. Dlaczego więc eksperymentują na mnie bez mojej zgody i nawet nie informują mnie o tym? A teraz chcą zamordować, podobnie jak mojego ojca wiele lat temu. Jedynym wytłumaczeniem jakie przychodzi mi do głowy jest to, że rozszyfrowałem tajne eksperymenty gdańskiej tajemniczej jednostki wojska. Eksperymenty te prowadzone są na ludziach, w tym również na mnie.
    Również okradli mojego ojca ze wszystkiego co miał, pozostawiając moją rodzinę w biedzie. Podobnie okradają i mnie dzisiaj.
    Te tejemnicze działania sięgają wiele lat wstecz czasu. Znani mi są niektórzy sprawcy mających swój udział w tych zbrodniczych działaniach. Ale jest o wiele więcej sprawców. Ale ze względu na metody nie pozostawiające widocznych śladów nie można zebrać sensownych dowodów tych zbrodni. Działania przeprowadzane na „kozłach ofiarnych” służą szkoleniu i ćwiczeniu przyszłych zdalnych morderców i szpiegów i nie wiadomo czemu jeszcze. I nie dla nich znaczenia kto jest ofiarą zbrodni, dla hunty wojskowej liczą się jedynie korzyści, nawet jeśli ich droga prowadzi po trupach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: