Walę tynki, hehehehe

Ale śmieszny żarcik w tytule, nie?

Tak, oto mamy Walentynki, których nadejście było z każdym dniem coraz silniej zwiastowane.
Zwiastowane było MARYI, tu myślę niedopatrzenie autora.
Jednakże przypominały nam o nich nie zrywane kartki kalendarza, a wzrastający, sztucznie generowany gwar w mediach i niesztucznie generowany gwar wśród ludzi i na portalach społecznościowych (czyt. Facebooku), gdzie oczywiście powstawały grupy w stylu „NIE OBCHODZĘ WALENTYNEK, MAM GDZIEŚ TO KOMERCYJNE ŚWIĘTO”, do których dołączają osoby chcące zademonstrować, jak bardzo są „alternatywne”. No i Forever Alone’y. Widziałem nawet postulat, by zamiast Walentynek obchodzić Dzień Chorych na Padaczkę. No błagam. Jakby ktokolwiek na serio interesował się jakimiś epileptykami.

Zaniepokojonych uspokajam – nie jestem Kominkiem, więc nie będzie to wpis o tym, co kupić swej połówce, jak spędzić ten dzień, w ogóle o miłości nie będzie, bo bardzo słabo się na tym znam. Będzie ogólna refleksja na temat świąt różnorakich.

Ja jestem jednym z WIELU zaniepokojonych, hehe. Taki żart, że tego nikt nie czyta.

Kiedyś słowo „święto” kojarzyło się z jakimś wyjątkowym dniem, co to tylko raz na jakiś czas się zdarzał, więc można było sobie pozwolić na szczególne spędzenie tego dnia, w sposób zależny od charakteru tego święta. Gdy jednak teraz popatrzeć na wykaz tych „Dni Czegośtam”, to okaże się, że nie ma tygodnia bez jakiegoś, z czego większość jest tak bzdurna, że nikt nie ma pojęcia o ich istnieniu (z lepszych należy wymienić „Dzień bez Łapówki” czy „Dzień Aproksymacji Pi”). Istnieje jednak kilka takich świąt, których nagłośnienie w mediach sięga zenitu – m. in. Walentynki, ale wiadomo, że przede wszystkim mowa o Bożym Narodzeniu. Niektórzy z potępieniem nazywają to „komercjalizacją”, po czym demonstracyjnie na to narzekają. Ja osobiście nie bardzo mogę się doszukać, co jest nie tak w tej „komercjalizacji”. W sensie, raz, że to nieuniknione, a dwa, że ostatecznie nikt nas do niczego nie zmusza, możemy zawsze zrezygnować z telewizji, radia, internetu, życia i zamieszkać w kartonie. Trzeba przyznać jednak, że nieco media wypaczają wyjątkowy charakter niektórych świąt, bo co jest wyjątkowego w tych kilku dniach Bożego Narodzenia, kiedy ciężarówkę Coca-Coli oglądamy od listopada. Co bardziej gorliwi mogliby teraz zakrzyknąć: „SPISEK!” – spisek mianowicie wielkich koncernów, co to wymyślają święta i rozdmuchują już istniejące, byle tylko z nas kasę wyciągnąć. Cóż, pewnie nawet to prawda, w końcu taka natura wielkich (i małych) koncernów – a jak ktoś się na to nabiera, to krzyż na drogę, ewolucja przebiega bez zakłóceń, jak wynika z najnowszych wieści.

Ale jednak przecież to nie jest domena wyłącznie czasów masowej kultury i wszechobecnych mediów, a tak mi się przynajmniej zdaje, bo w końcu mogę się mylić jako człowiek, który jednak nie żył w dalszej przeszłości. Nasi dziadowie i pradziadowie na brak świąt wszak też nie mogli narzekać – co prawda miażdżąca większość była związana z Kościołem, ale kto mi powie, że dzień św. Andrzeja to coś gorszego od dnia Aproksymacji Pi? Jest więc w nas chyba jakaś pogańska potrzeba celebrowania czegośtam kiedyśtam, byle tylko złamać rutynę kolejnych, nudnych tygodni. Dla zapewnienia sobie rozrywki lub poczucia jakiejś szczególności (nie wiem, jak to nazwać, no ale raczej msza w kościele rozrywką nie jest…) wmawiamy sobie niejako wyjątkowość jakiegoś dnia, a przecież ta wyjątkowość wynika wyłącznie z tego, że używamy kalendarza gregoriańskiego, a nie jakiegoś innego. Cel jest w zasadzie szczytny – wszak człowiek nie maszyna, pobawić się musi, a i upamiętnić jakiegoś nieżyjącego pana też warto, bo jednak pamięć czyni nas bardziej wartościowymi.

Dzień św. Andrzeja to coś gorszego od dnia Aproksymacji Pi.  Już wiesz kto.

Czyli w sumie nie ma nic złego ani w Walentynkach, ani w innych świętach, dopóki oczywiście nie jestem zmuszony do obchodzenia wszystkich, bo ja mało zabawowy jestem.

Heh ta, już ja wiem, co się działo to ująć słowami mało.

Z drugiej strony, do obchodzenia np. Wielkanocy jestem niejako zmuszony społecznie, ale ostatecznie, co mi szkodzi, krzywda się nikomu nie stanie, jak trochę się pobawimy w tę grę. A takie dni jak Walentynki być może skłaniają nas do pewnych refleksji i do robienia rzeczy, o których robieniu zapominamy w rutynie codzienności, a przecież warto je robić. Także więc – bawcie się, celebrujcie i olewajcie tych „alternatywnych” ponuraków. Tylko nie przesadzajcie z tym różem.

A napisał to wszystko człowiek, który nie obchodzi nawet własnych urodzin.

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: