Blogi, blogi, blogaski

Blogi to niejako nowe medium, a w zasadzie podmedium, bo należy to uznać za część Internetu, który również medium jest.
To jest to medium będące podmedium medium czy podmedium innego medium? Możesz nam to rozrysować? Ja pierdolę.
Internet kocham (to całe me życie, innego nie mam), natomiast blogi bardzo cenię, ale po prawdzie, to jeszcze nie są one w swojej kulminancie rozwoju – czas na nie dopiero nadejdzie, choć w ostatnich latach można zaobserwować dość spory skok ich popularności. Internet sam w sobie charakteryzuje się większą swobodą i różnorodnością niż konwencjonalne media, ale blogi i tak ustanawiają w tym względzie kolejny standard. Ich prostota i zwykle także nastawienie na czystą treść otwiera wielkie możliwości nawet przed panem Zenkiem spod sklepu, jeśli tylko będzie miał dostęp do Internetu.

Oto potencjalny bloger - czyż to nie wspaniałe?

Oczywiście wypadałoby, gdyby pisał ciekawie na tyle, by ktoś go czytał – no ale to warunek, nie konieczność (ja np. sobie radzę bez czytelników). Fajne w blogach jest to, że tworzą je konkretne osoby, nie bezimienni redaktorzy – i zwykle nie kryją się z tym, że wyrażają one opinię (bo prawdziwie „obiektywne media” to gatunek skrajnie zagrożony wymarciem, nigdy zresztą nie miał się zbyt dobrze), nawet jeśli zarazem przekazują informację. Rzecz jasna, Ogólne Prawo Życiowe „90-10” sformułowane przeze mnie odnosi się także do blogów – także więc 90% blogów to śmieci, zwykle jakieś pamiętniki, które zazwyczaj nie interesują nikogo poza samym piszącym. Ale jednak jak ktoś ma talent literacki, to może pisać generalnie o wszystkim i będzie czytany i sławny. Inna opcja to blogi pisane przez celebrytów i polityków, czyli takich, gdzie tendencja jest odwrotna niż normalnie – nie liczy się treść bloga, a osoba blogera. Chyba że celebryt jednocześnie fajnie pisze, ale ilu jest takich.

Można też pisać o rzeczach interesujących wszystkich i nie zainteresować nikogo – patrz naokoło.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że w ostatnich dniach tak się złożyło, iż nastąpiło kilka wydarzeń, które są przejawem ofensywy podejmowanej przez wielkiego wroga wolności słowa i mediów – demokratycznej władzy. W ustroju, gdzie władza jest tak niepewna i zależy od widzimisię gminu, trzeba dbać przecież o te plebejskie duszyczki, by żadne nieodpowiednie treści nie zmąciły ich umysłów. I tak, moi mili, krytykowanie obecnie miłościwie panującej władzy jest wielkim faux pa. W sensie, byłoby, gdyby to się ograniczało do „salonowego” ostracyzmu, ale jednak wszystko zmierza ku lepszemu i powoli nadeszła pora na uruchamianie machiny sądowej. Pierwszym Zbrodniarzem i Wichrzycielem, którego dosięgła surowa ręka sprawiedliwości, jest pan Łukasz Kasprowicz, który został skazany na 10 miesięcy pozbawienia wolności, prace społeczne i zakaz wykonywania zawodu przez rok (czyli zapewne w założeniu – śmierć głodową). A za co? Przygotujcie się, byście nie pękli z oburzenia – za krytykowanie burmistrza Mosiny! Ohydny kryminalista.

Ostracyzm- praktyka polityczna w starożytnej Grecji, rodzaj tajnego głosowania, podczas którego wolni obywatele typowali osoby podejrzane o dążenie do tyranii i zasługujące na wygnanie z miasta na 10 lat. Nie ma sprawy, pozdro

Na poważnie – wyrok nie jest prawomocny i nagłośnienie tej sprawy z pewnością spowoduje, że ostatecznie panu Kasprowiczowi nic się nie stanie, ale pani burmistrz popełniła po prostu falstart. Za krótko w polityce siedzi, żeby wiedzieć, że takie zmiany to się wprowadza powoli i stopniowo, jednocześnie wmawiając ludziom, że to jest dobre. Jakie to szczęście, że u steru mamy obecnie polityków pierwszej wody. Pomysł cenzurowania Internetu nieco już ostygł, można więc przysadzić znowu:

„W piątek (4 lutego – przyp.red.) odbędzie się pierwsze posiedzenie parlamentarnego zespołu ds. monitorowania internetu, w tym między innymi portali politycznych. Kto podpadnie posłom może liczyć się z zawiadomieniem do prokuratury. Nowe „ciało parlamentarne” nosi nazwę Zespół ds. Promocji Wolności Przekazu i Poszanowania Zasad Dialogu Społecznego w Komunikacji.”

Mogliby od razu nazwać Ministerstwo Prawdy, Orwell by się ucieszył.

Generalnie chodzi o to, by nie można było „obrażać konkretnych osób”. Oczywiście już od dawna nie stanowi problemu pozwać kogoś o zniesławienie, więc nie o to się rozchodzi, rzecz jasna. Nauczeni doświadczeniem pana Kasprowicza wiemy, że pod obrażanie można przypisać krytykowanie, niepopieranie czy cokolwiek – zawsze coś się znajdzie. Ot, po prostu narzędzie, które znacząco ułatwi kneblowanie Wichrzycieli. Szczególnie polecam zwrócić uwagę na nazwę tego zespołu – ds. Promocji Wolności Przekazu… Normalnie wziąłbym to za jakiś ponury żart, ale jednak wiem, że taktyka bezczelnego, definicyjnego kłamstwa ma już długą historię, w której wykazała się wcale niezłą skutecznością. Wszak bolszewicy nazwali siebie „bolszewikami” (z ros. „większościowcy”) dlatego, że było ich mniej niż przedstawicieli konkurencyjnego odłamu w partii.

Krzyczący „Wolność!’ kręcą pęta
Krzyczący „Męstwo!” drżą ze strachu
Kto woła „Pamięć!” – nie pamięta
Krzyczącym „Łaska!” śni się szafot…

Nie miejcie złudzeń – parę osób trochę się podroczy, ale ostatecznie ludzie to łykną jak pelikan rybkę. Wszak i tak poczucie wolności jest już u większości kompletnie spaczone – nie potrafią na przykład uznać, że już teraz w naszym kraju, jak i w Europie nie ma wolności słowa i poglądów. Ewentualnie jest, ale, jak ją lubię nazywać – wolność słowa w stylu Radia Erewań. A to ze względu na ten dowcip:

Słuchacz: Czy to prawda, że w Związku Radzieckim dają za darmo samochody?
Radio Erewań: Prawda! Czysta prawda! Z tym, że nie w Związku Radzieckim, tylko w Moskwie, nie samochody, tylko rowery, i nie dają, tylko kradną.

Hahahaha, kradną.

I dokładnie tak to jest z naszą wolnością słowa i poglądów – można głosić poglądy, jakie się chce, za wyjątkiem poglądów faszystowskich, nazistowskich, neonazistowskich, komunistycznych, rasistowskich, seksistowskich, szowinistycznych czy homofobicznych. Ale poza tym mamy całkowitą wolność słowa!

Oczywiście co poniektórzy zapewne mają ochotę już wyskoczyć, że pewnie wyznaję któryś z tych poglądów, a najlepiej to wszystkie – nie, nie wyznaję. Ale najwyższa pora zrozumieć, że zakazywanie głoszenia jakichkolwiek poglądów, z jakichkolwiek pobudek – czy to są agresywne, czy nawołują do nienawiści, czy się nam nie podobają – wolnością słowa nie jest. Można karać ludzi za ich czyny, ale karanie za poglądy i myśli to dla mnie przerażająca wizja z Orwella rodem.

Tak naprawdę to wyznaje, i to chyba wszystkie. Tylko nikomu nie mówcie, bo go wsadzą. Albo nie, powiedzcie, to go wsadzą.

I na zakończenie – wspomniałem, że blogów to mamy od groma, ale mało które są wartościowe. Oto blogi, na które ja zaglądam, ale z racji tego, że ja generalnie mało czytam, to nie spodziewajcie się wskazania nowej drogi życia i surfowania po Internecie.

4. Jak Żyć
jakzyc.wordpress.com

Blog prowadzony przez dwóch studentów prawa. Powiało nudą. Ale jednak ten blog z powagą nie ma nic wspólnego i nie dowiecie się na nim w zasadzie niczego pożytecznego. Tematyką jest, jak tytuł wskazuje, życie, w tym przede wszystkim to towarzyskie – przy czym i tak wszystko jest pisane żartem i ocieka ironią. Ale jako że piszą zabawnie i w miarę sprawnie, to można zajrzeć. Ot, krotochwilka.

3. Neurotyk
neurotyk.net

A to jest już jakby drugi biegun. Humoru tutaj mało, za to wiedzy i informacji sporo. Z tym, że jest to wiedza z konkretnego zakresu, który może kogoś nie interesować. Psychologia, neuropsychologia i takie tam. Wiadomo, że dla mnie ta wiedza może mieć jakiś użytek. Ale ogólnie wszystko jest ciekawe napisane, no i tematyka nie jest z serii: „Jestem Bardzo Nudnym Profesorem, odkryłem jakąś Kompletnie Bezużyteczną Rzecz, która teraz bardzo rozwlekle omówię”. Jakieś ciekawe odkrycia i badania związane z ludzkim mózgiem czy psychiką. Nie trzeba być w temacie, by się tym zainteresować.

2. Kominek
kominek.in i kominek.tv

Ta, ponoć najpopularniejsze blogi w Polsce. W zasadzie nie mam pojęcia, czemu go czytam. Jego poglądy mnie irytują, tematyka mało interesuje (głównie sprawy damsko-męskie). Koleś jednak ma dar – potrafi on rozpisać się o reklamach na swoim blogu, i jeszcze wmówić Ci, że Cię to interesuje. Jakież to cuda potrafi zdziałać lekkie pióro! Więc jeśli jesteś odporny na bezpodstawne wywyższanie i przekonanie o swojej nieomylności i o swojej racji, jakkolwiek chujowa by ona nie była, a także na grona akolitów w komentarzach, które w zasadzie tylko papugują to, co napisał „Pan” w notce (opinie odmienne zwykle są kasowane) – to polecam.

1. Janusz Korwin-Mikke
korwin-mikke.pl i korwin-mikke.blog.onet.pl

Cóż… Korwin ma jeden, bardzo irytujący aspekt – ludzi, którzy mają jakiś stosunek do niego, można podzielić na dwie kategorie – hejterów ze wścieklizną oraz na bezmyślnych „wyznawców”. Pierwsi zaplują Cię jadem, jeśli tylko okażesz choć szczątki sympatii Korwinowi – a drudzy zasypią Cię cytatami z JKM-a, cokolwiek byś nie zrobił. Cała reszta to ułamki. Ale zawsze pozostaje nam sam Korwin – co nawet dwa blogi prowadzi, nie wiem w sumie po co. A na każdym pisze ciekawie. Warto go czytać nawet, jeśli się z nim kompletnie nie zgadzamy – głupsi na pewno się nie staniemy od czytania człowieka wykształconego i oczytanego, który w porównaniu z cała resztą polskiej sceny politycznej jest w istocie wisienką na gównie.

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: