Fryderyk Bastiat „Co widać i czego nie widać”

Wydaje mi się, że gdyby to była tak lektura szkolna, w związku z czym każdy przeczytałby to dzieło (i zrozumiał), to udałoby się znacznie zmniejszyć odsetek bzdur pieprzonych nie tylko przez przeciętnych ludzi, ale także przez nasze – pożal się, Boże – „elity” polityczne.  Ale może to tylko moje złudzenie? Wszak kiedy ja to czytam, to wszystko to wydaje się mi oczywiste – a potem okazuje się, że inni ludzie jak pewnych rzeczy nie potrafili załapać, tak nie potrafią.

Tak czy inaczej, lekturę polecam – a jak ktoś ma wstręt do czytania (jak ja poniekąd, nie potrafię czytać zbyt długo, bo mam problemy ze skupieniem się na jednym przez dłuższy okres), to ogólne streszczanie idei przez szanownego Mnie rozpoczyna się teraz: Bastiat zawiera w tym dziele pewną bardzo istotną myśl – na pozór banalną. Otóż miażdżąca większość ludzi widzi tylko to, co widać – jakkolwiek truistycznie to nie brzmi.
Albowiem ultraordynarnie afirmuję Pańskie racje, panie Profesorze.  Piszesz to dla robotów czy dla ludzi, czy dla kogo? Napisz tu „spoko” i może to puścimy dalej.
Obok tego, co widać jednak, jest jeszcze to, czego nie widać – i te rzeczy czy zjawiska mają nie mniejsze znaczenie, jeśli nie większe. Ludzie potrafią zobaczyć tylko bezpośrednie i widoczne skutki danych działań – wynika to z tego, że wzrok ma niemal każdy, ale prawdziwy rozum i wyobraźnię już zdecydowanie mniej osób. To, co jest odległe w czasie albo jest niewidoczne (ponieważ zwykle polega na braku czegoś) jest niedostrzegane i przez to kompletnie niebrane pod uwagę. Prowadzi to do płytkiego i, rzecz jasna, błędnego myślenia, a jako że w demokracji nie liczy się to, kto ma rację, a ilość popierających dany wybór, to skutki można sobie łatwo wyobrazić.

Przykłady to rozjaśnią – podatki istnieją prawie od zawsze i są niemalże wszędzie, więc jesteśmy do nich przyzwyczajeni i, świadomie czy podświadomie, nie traktujemy ich jak własnych pieniędzy. Kiedy więc państwo część z tych pieniędzy przeznaczy na np. dotację jakiegoś teatru, ludzie zwykle cieszą michę, bo podoba im się to, co widzą – i na nieszczęście nie widzą tego, czego nie widać. Nie widzą pieniędzy w zamian „znikniętych” z ich portfela – bo ich nie ma. Nie widzą więc zarazem tego, co mogliby kupić za te pieniądze – lub tego, że mogliby własnoręcznie „zadotować” sztukę, wybierając się do teatru. Nie widać też tego, co inni ludzie mogliby kupić, zainwestować lub w inny sposób wykorzystać te pieniądze z korzyścią nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich – bo tego nie ma, to tylko sfera domniemań i przewidywań. Analogicznie jest ze wszystkimi innymi „inwestycjami” podejmowanymi przez władze – jak miasto zbuduje basen miejski, wszyscy są zadowoleni – bo nie widzą tego, że za 10 lat basen upadnie z powodu nierentowności, gdyż nie został zbudowany dla zysku, tylko dla zdobycia paru głosów w najbliższych wyborach. Albo, co jeszcze gorsze – zamiast pozwolić mu upaść, miasto będzie cały czas dopłacać do interesu. Tego to już nie widać w ogóle i już odpowiedni ludzie się postarają, byśmy nie zobaczyli.

Cały czas wydawało mi się, że powyższe rzeczy są banalnymi prawdami nie tylko dla ekonomisty (jestem ekspertem w dziedzinie, potwierdzam – nie są), ale dla każdego po prostu rozsądnie myślącego człowieka. Na serwisie Wykop na stronie głównej znalazło się jednak to:

http://www.wykop.pl/link/605095/solpark-pod-belchatowem-kosmos-w-srodku-pola/

Dla tych, którym się nie chce czytać i tak krótkiego tekstu – jakiś koleś (rzecz jasna, nie dziwny) wyraża zachwyt z powodu nie tak dawno zbudowanego wielkiego kompleksu rekreacyjnego w małej miejscowości Kleszczów pod Bełchatowem. Zbudowanego za publiczne pieniądze. Dla tych, co nie opanowali mistycznej sztuki czytania ze zrozumieniem – „publiczne” to najważniejsze słowo z trzech ostatnich zdań, które tutaj napisałem. Jakby ktoś walnął gigantyczną galerię na 100 hektarów, wykonaną całą ze złotą – to by mnie to nie obchodziło, jeśli byłoby to z prywatnych pieniędzy.
Heh, albo jak Dzieciątko Chrystus w tej, w Świdnicy.

„Mona Lisa”

Oficjalne zdjęcie z momentu podjęcia decyzji o budowie Basenu - schetyna

Ba, nawet by mnie to cieszyło – pooglądałbym coś fajnego, zanim by to oczywiście nie upadło. To jednak powstało z pieniędzy gminy, pieniędzy, które powinni być przeznaczone na dobra wspólne i potrzebne, choć niekoniecznie (w zasadzie to rzadko) opłacalne – drogi, ochrona środowiska, utrzymanie czystości, służby porządkowe itp. Powstał jednak wielki, kompletnie nieprzystający do popytu moloch, który nie ma na celu zresztą generowania zysku, jak wspomniałem – tylko przysporzenia popularności tym, co go wybudowali (za nie swoje pieniądze!). I tak Rozsądnego Człowieka, zwłaszcza zamieszkałego w tej mieścinie, powinien szlag trafić – ale okazuje się, że Rozsądny Człowiek będzie osamotniony w tych pretensjach. Bo przecież kompleks widać. Widać także tłumy, które póki co doń schodzą, w wyniku zadziałania ludzkiej ciekawości, która sprawia, że wszyscy chcemy zobaczyć to cudo. Nie widać natomiast tego, że za 3 lata kompleks będzie zapewne już nierentowny – jeżeli już nie jest. Zresztą, nawet gdyby był rentowny, to państwo nie jest od prowadzenia działalności gospodarczej, do ciężkiej cholery! Kapitalista w 99% przypadków zrobi to lepiej –  a wynika to w prostej linii z ludzkiej natury, w której leży szczególniejsze dbanie o swoje. A Ci urzędnicy, którzy za tym stoją, nie operują swoim – dlatego też są zdecydowanie bardziej skłonni do rozrzucania kasy na lewo i prawo. Odnosi się to zresztą do całej gminy Kleszczów – najbogatszej gminy w Polsce, która czerpie bardzo dużo pieniędzy ze znajdującej się w pobliżu kopalni węgla brunatnego i elektrowni. Skarbiec pełny – można więc szaleć! Przypadki niewiarygodnego wręcz czasem marnotrawienia środków w tejże gminie można mnożyć – i wszyscy są zadowoleni. Zadowolone są władze, które zyskują na popularności wśród plebsu i zadowolony jest plebs, który dostaje chleb i igrzyska. Idealna symbioza, można by rzec – która zostanie brutalnie przerwana, gdy tylko nadejdą cięższe czasy. No, ale przecież tego nie widać – bo to przyszłość. Wtedy dopiero zabraknie tych inwestycji, które były potrzebne w istocie i powinny zostać podjęte przez samorząd – a przede wszystkim zabraknie ludziom tych pieniędzy, które teraz są im zabierane i marnowane. Ale cóż…

 

Po nas choćby potop! Ważne jest to, że mamy teraz zjeżdżalnię na 100 metrów, kurwa! (Tutaj nieścisłość, zjeżdżalnie pojawiły się po śmierci tego pana - przyp. schetyny)

Inny wybitny, XIX-wieczny myśliciel Aleksy de Tocqueville napisał: „Amerykańska demokracja przetrwa do czasu, kiedy Kongres odkryje, że można przekupić społeczeństwo za publiczne pieniądze.” Niestety, mylił się. Po pierwsze – to nie dotyczy tylko amerykańskiej demokracji. Po drugie – władza odkryła tę możliwość już dawno i notorycznie ją wykorzystuje – a demokracja wciąż trwa i trwa, ku szkodzie nas wszystkich (nieuświadomionej w większości przypadków).

Jeszcze inna sprawa – tak się złożyło, że bloger Kominek napisał na powiązany temat:

http://www.kominek.in/kominek.in.za.pieniadze.podatnikow,artykuly,437.htm

Można zauważyć w tym wpisie takie samo rozumowanie, które tutaj krytykuję. Trzeba przyznać panu Kominkowi, że przynajmniej jest na tyle inteligentny, by nazwać pieniądze z podatków „niewidzialnymi”. Nie jest jednak na tyle inteligentny, by zauważyć, że na tym właśnie polega problem. Zresztą, jak on sam to przyznaje, ma to wszystko gdzieś, bo ma swoją ponadprzeciętnie wypełnioną michę, więc jest zadowolony. Niestety, nie jest skłonny zauważyć, że nie każdy jest w tak komfortowej sytuacji – dlatego każda zmarnowana czy rozkradziona przez państwo złotówka boli takiego kogoś znacznie bardziej. A może inaczej – ma w dupie takich ludzi. Przynajmniej się z tym nie kryje, co się bardzo chwali. Poza tym, jego podatki nie bolą, bo każda taka beznadziejna inicjatywa ze strony państwa to w przeliczeniu kilka groszy na każdego obywatela. No tak. Suma zbyt mała. Nie widać jej.

I nie, nie jestem za tym, by w zamian dawać tę kasę ubogim czy emerytom, panie Kominku.

P.S. Niestety, po długiej i zażartej walce musieliśmy ogłosić kapitulację – nie udało się zrobić tak, by uwagi schetyny (haha, Jezu, co za nick) były innym kolorem również w podpisach obrazków. Rozwiązałem to w bardziej prymitywny sposób.

Advertisements

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

One Response to Fryderyk Bastiat „Co widać i czego nie widać”

  1. Pingback: ACTA SRACTA « Jakiś Dziwny Koleś

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: