Dziś prawdziwych trollów już nie ma…

…a przynajmniej takich z prawdziwego zdarzenia. A tak naprawdę, to pewnie nieco przesadzam.

Postawmy sobie bardzo ważne pytanie, które każdy człowiek z pewnością kiedyś sobie zadaje, gdyż dotyka ono najgłębszych den naszej egzystencji – kim jest troll? Jakby podał to Słownik PWN, jeśli by się zajmował jakimiś sensownymi terminami, troll to osoba, która celowo prowokuje kontrowersyjnymi i obrażającymi wypowiedziami, by rozniecić flejma i ogrzewać się w jego cieple. Rzadko kiedy wyraża swoje rzeczywiste poglądy – nie ma na celu przekonanie nikogo, po prostu chce popatrzeć, jak ludzie plują pianą z wściekłości.

Niestety, jako weteran Internetu, muszę stwierdzić, że w istocie takie osobniki są raczej rzadkością. Niestety – bo generalnie bardzo cenię sobie trolli i trollowanie. Jest to świetny bat na wszelkiego rodzaju internetowych napinaczy i ludzi, którzy braki w życiu rzeczywistym próbują nadrabiać życiem wirtualnym, w którym muszą na każdym kroku udowadniać wszystkim, że mają rację i że są fajni – i dlatego traktują zabawę w Internet „odrobinę” zbyt serio. No i poza tym, nie ukrywam, że mnie bawi takie poczucie humoru – a już szczególnie bawi mnie, gdy jakiś baran się na to nabiera.

Ale zaraz, zaraz – każdy, kto trochę obcuje z internetami i bywa na różnych forach, potwierdzi, że ostatnimi czasy trollowanie to bardzo popularny zarzut. Normalnie wszędzie aż roi się od trolli. Dlaczegóż? I w tym momencie rozpoczyna się moja dramatyczna historia – jak wie każdy, kto mnie nieco bliżej zna, a wy niedługo się o tym przekonacie (jeśli będzie mi się chciało prowadzić tego bloga chociaż przez tydzień), jestem osobnikiem wyjątkowym, o oryginalnych i, nie ma co ukrywać, jedynie słusznych poglądach. Z racji tego, iż kiedyś postanowiłem, że tak wspaniały umysł nie może przeminąć bez echa i że muszę przed narody nieść oświaty kaganiec, udzielam się na różnych forach, oświecając ciemny lud. Doświadczyłem z tej racji już różnorakich obelg i prób ogólnego zaszczucia (mimo że ja jestem wzorem wszelkich anielskich cnót), ale jednak staram się bywać na forach z ludźmi w miarę na poziomie, więc jakoś nikt nigdy trollem mnie nie nazwał. Aż do wczoraj. Na forum pewnej gry, nieważne jakiej, wyraziłem opinię, nieważne jaką, na temat pewnego problemu (tak, nieważne jakiego). Generalnie mój post składał się z dwóch części – w pierwszej wyśmiewałem się z pewnych whinerów (nie wskazując nikogo konkretnie, zresztą kto by te nicki pamiętał), dając do zrozumienia, że to moja opinia i uzasadniając ją, a w drugiej przedstawiłem merytoryczną propozycję rozwiązania problemu. Efekt? Na drugą część postu nikt nie zwrócił uwagi, natomiast pierwsza wywołała szeroki oddźwięk, jeśli można tak nazwać lawinę ataków i wycieczek osobistych na moją szacowną osobę. Gdy podjąłem rękawicę i systematycznie zacząłem odpierać zarzuty, lawina trwała nadal i, co najważniejsze – Panowie i Panie – zostałem obwieszczony TROLLEM.

 

Oto dokładnie ja.

 

Niestety, moja próba obalenia tego paszkwilu została bezceremonialnie storpedowana przez moderatora, który (będąc jednym z głównych uczestników dyskusji) dał popis obiektywnego podejścia do sprawy i po prostu usunął mojego posta (jak i także moją późniejszą skargę na ten fakt – zapewne bym nie mącił młodym umysłom w głowach). I nie, uprzedzam zarzuty – mój post, nawet jeśli był off-topowy, to z pewnością nie bardziej od postów moich oponentów, które zostały, oczywiście, zachowane.

Cała sprawa została ostatecznie wyjaśniona i doczekałem się satysfakcji, więc mógłbym tego wszystkiego nie opisywać, ale jednak to wszystko jest znamienne. Jak już pisałem, jestem internetowym wyjadaczem i to nie jest jednostkowe zjawisko i obserwowałem je nie tylko w swoim przypadku. I choć rzadko mnie samego obrzucano mianem trolla, to jednak czułem, jak moim interlokutorom ta inwektywa cisnęła się na usta, a może na palce, czy klawiaturę… Nevermind. Mimo wszystko ludzie zdawali sobie sprawę, że ja naprawdę tak myślę, więc trollem być nie mogę – nie chcę wywoływać flejmów, ja tylko chcę, byście przyznali mi rację, moje dzieci. Jednakże obserwuję stopniową utratę ostrości tego pojęcia – „troll” staje się tym, kim był kilka lat temu „lamer” (w oryginalnym znaczeniu – osoba kompletnie niemająca pojęcia na dany temat) i czym w dzieciństwie był zarzut „gupi jesteś.” Ot, po prostu kolejne słówko, którym można rzucić w swojego rozmówcę, gdy ten zbytnio nam się naprzykrza, zwłaszcza gdy systematycznie  i merytorycznie uzasadnia swe kontrowersyjne opinie (ooo, tym to można naprawdę podpaść, nie róbcie tego!). Masz poglądy inne niż ogół – jesteś trollem. Uparcie bronisz swoich tez, zamiast podporządkować się światłej Większości – jesteś trollem. Gdy regularnie obrażany, wyśmiewany i ogólnie tyrany odwdzięczysz się w końcu komuś tym samym – o, stary, jesteś trollem do kwadratu! W końcu mamy na to dowód!

Konkluzja jest taka, że pojęcie „trolla” zostaje wrzucone do worka Standardowych Obelg, które się stosuje do każdego, kto śmie wystawić łepek i zakłócić Opinię Publiczną. Przecież to niemożliwe, by ktoś naprawdę miał inne poglądy niż my – więc trolluje. Smutne, bo to był bardzo użyteczny termin na ciekawe i zabawne zjawisko, które w internecie na szerszą skalę pojawiło się stosunkowo niedawno – wnerwianie ludzi, którym się wydaje, że muszą każdemu pokazać, jaki to jest głupi (ten „każdy”, nie on sam), by zarazem podreperować  własne ego. Ciekawe, zabawne i bardzo utylitarne – obserwowanie opinii stada zielonych ze złości internetowych napinaczy jest bardzo satysfakcjonujące.

Reklamy

Informacje emes91
Ategotojużwogóle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: